czwartek, 30 marca 2017

Pogorzelisko w Łachach Brzeskich


Brzask nad siedliskiem mew
 
To wpis o utraconych okazjach.


Granicą Łach Brzeskich

Odwiedziłem dzisiaj Łachy Brzeskie, rezerwat przyrody powołany do życia 23 grudnia 1998 roku razem z kilkoma innymi rezerwatami w dolinie Wisły od Góry Kalwarii do Czosnowa. W zamiarze jest to teren ochrony siedlisk ginących gatunków mew, rybitw, sieweczek, nurogęsi i łowisk bielików, rybołowów, czapli białych i nadobnych, a także czarnych bocianów zalatujących tutaj z Lasów Chojnowskich i oborskiego łęgu.

Pogorzelisko łęgu

To co dzisiaj zastałem – wielkie pogorzelisko po wypalonym podszycie lasu łęgowego – napawa przerażeniem. Okazuje się, że Polacy to przede wszystkim bajkopisarze i wielbiciele literatury science-fiction poświęconej ochronie przyrody i środowiska. Mnóstwo ministerialnych rozporządzeń i zarządzeń wojewodów o tworzeniu rezerwatów, piękne ustawy... A rzeczywistość - jak zwykle - obraźliwie skrzeczy…

Spalony krajobraz

Pożar strawił bez mała połowę obszaru łęgowego poszycia Łach Brzeskich. Nie dostrzegłem nawet śladów interwencji strażackich. Po prostu ktoś założył, że samo zgaśnie.

Rana rezerwatu

Po raz kolejny przejdziemy do porządku dziennego nad katastrofą ekologiczną, która wykończyła tegoroczne wczesne lęgi ptaków lasu łęgowego, odsłoniła koszmarne ilości śmieci zwalanych do rezerwatu, drogi rozjechane przez samochody terenowe, motocykle krosowe i quady, okaleczyła korę drzew, zdziesiątkowała drobne gryzonie, zdewastowała dzicze kryjówki i żerowiska…

Brzask nad Wisłą

Pożar dotarł w niektórych miejscach nad samą wodę… Śpiewy ptaków, werble dzięciołów, krzyki bażantów, które przywitały mnie w Podłęczu, cichły w miarę oddalania się od ocalałego łęgu i pól za wałem przeciwpowodziowym.

Chwila zapomnienia - wschodzi słońce




Dopiero na wysokości Dębówki życie powróciło nad rzekę. Idąc wzdłuż zatoki śmiałego bolenia, natknąłem się na rybołowa. Mignął między konarami starych topól i wierzb, nie dając szansy na dobre ujęcie. Odleciał w kierunku Gass.

Portret słońca w topolach



Potem zszedłem na obniżony brzeg, dostrzegłszy bobra płynącego w poprzek rzeki nieopodal zanurzonego w grząskim dnie wykrotu martwego drzewa. Zwierzę płynęło szybko, nie zważając na wiry, warkocze i zwary silnego nurtu. Po chwili zmieniło kierunek. Straciłem je z oczu.

Tu wynurzył się bóbr - a ja nic...

Podszedłem do kępy drzew pochylających się ku wodzie razem z darnią. Depcząc trawę i świeżo naniesiony muł, ustawiłem aparat do fotografowania krajobrazu. Między brzegiem a kłodą na kępie wyschniętej trawy powoli wynurzył się bóbr. Najpierw zobaczyłem trójkątny łeb z wibrysami, potem błyszczące oczy. Patrzył na mnie oświetlonego słońcem. Próbowałem obniżyć obiektyw powolnym ruchem. Sekundy płynęły jak w malignie, która miała się nie skończyć. Bóbr jednak mnie dostrzegł. Plasnął ogonem i zniknął w mętnej wodzie. Po raz pierwszy w życiu kląłem na przykręcony do aparatu monopod. Przez niego straciłem przepiękny portret bobra widzianego z odległości dwóch metrów…

Nagroda pocieszenia


Wiślane SPA



Nagród pocieszenia nie odebrałem zbyt wiele. Wiślane pliszki: jedna na konarze zanurzonego drzewa, druga w trawie, w chwili, gdy rozwinęła skrzydełka do odlotu… Sznur łabędzi przelatujących nad nurtem, mewy na mieliznach... 


Przeszkadzasz

Wiślany krajobraz



Sarny gryzące świeżą trawę łąki na skraju łęgowej gęstwy drzew, zające i bażanty biegające w poprzek wału przeciwpowodziowego… Wszystko to w powietrzu nasyconym swądem spalenizny niesionym przez wiatr od pogorzeliska…


Mazowieckie wierzby w wiślanym krajobrazie


 
Fragment spalonego podszytu łęgu
Całą radość świtu i wschodu słońca zgasił widok rozjątrzonej rany krajobrazu po pożarze, który przetoczył się ognistą falą od Podłęcza do Dębówki. Patrząc nań z wału, ciągle myślałem o poetyce pobożnych życzeń ustawodawców tworzących nigdzie nieegzekwowane prawo ochrony przyrody i środowiska. Rezerwaty w Polsce nadal nie są świątyniami natury. Zbyt wielu traktuje obszary chronione jak dobro niczyje. Miejsce gdzie można robić wszystko, co strzeli do głowy, nie poczuwając się do żadnego obowiązku. Dopóki śmiecenie, celowe podpalanie podszytu, zajeżdżanie rzekomo chronionych terenów quadami, motocyklami, terenówkami nie będzie traktowane jak przestępstwo ścigane z urzędu, nic nie uchroni rezerwatów przed postępującą dewastacją.

Iluzja granicy wiślanego rezerwatu

Dzisiejszy wpis w nastroju rozsierdzenia. Nie potrafię zdobyć się na optymizm…

Czatownia

sobota, 25 marca 2017

Zamiast przylaszczek skromna Wisła marcowa

Dwa oblicza Wisły

Wisła unikalna

Łęg jeszcze taki nieubrany

Świt nie zapowiadał się zgodnie z prognozą. Od północy nadbiegały chmury, gasząc coraz więcej gwiazd. Sierp księżyca zamajaczył na tle odsłoniętego jeszcze paska nieba, lecz zanim uruchomiłem aparat, zniknął za mgłą.

Tu przed chwilą kąpały się bobry

Zszedłem w łęg. Wciąż był szary. Deptałem uschnięte i przemrożone łodygi zeszłorocznych chwastów zalegających na ścieżce. Szron trzeszczał i szeleścił pod butami. Mijałem powalone pnie starych wierzb.

Woda opada

Wszędzie trwał ptasi koncert. Jego natężenie świadczyło o wiośnie. Wokół jednak dominowała szarość i odcienie brudnego brązu. Lód szklił się na powierzchni kałuż wypełniających zagłębienia pod drzewami.

Brzask nad Wisłą i oberwanymi brzegami
Korzenie
Wisła i mewa w oddali

Wisła płynęła cicho. Wiatr chyba ustał. Zatoka między brzegiem a odsłoniętymi mieliznami Wysp Świderskich przywitała widokiem lustrzanej tafli. Pod palami zniszczonych umocnień brzegu pluskała rodzina bobrów. W szarości świtu aparat nie radził sobie ze zdjęciami. Nie śmiałem ruszyć z miejsca. Liczyłem, że zwierzęta wypłyną na otwartą przestrzeń w kierunku strumienia, który meandrował między odsłoniętymi ławicami piachu od głównego nurtu w oddali do brzegu. Niestety zanurkowały i weszły do nory w obsuwającej się skarpie brzegu.

Kaczor w lustrze

Gągoły

Gągoły i ślady po śniadaniu bobrów

Na wschodzie pojaśniało. Krajobraz przyozdobiło pasmo podświetlonych od spodu chmur. Poszedłem skrajem osypującego się brzegu, rozgarniając sprężyste pędy klonów, tarniny, głogów przemieszanych z młodymi wiklinami. Obserwowałem dzikie kaczki, mewy krążące nad zatoką, przelatujące w oddali kormorany. Bobrów już nie zobaczyłem, mimo świeżych tropów na ześlizgach.

Wyspy Świderskie
Plaża
 Zmierzałem ku szpicowi wysokiego cypla. Nurt Wisły, ominąwszy zatokę, napiera nieustępliwie na usypane gruzowisko, wzniecając cofkę. W tym miejscu ostatnia fala powodziowa naniosła kilka drzew i osadziła na płyciźnie. Niebawem trafiłem na wykrot potężnej topoli. Drzewo runęło w wodę. Na brzegu uniósł się potężny odsłonięty system korzeniowy, wyrywając wielki kawał darni. Nie sądziłem, że topole potrafią zagarnąć tyle ziemi. Oderwana darń odsłoniła długą ścieżkę jasnej gleby…

Krajobraz Wisły pod chmurami
Znad stromych zboczy wysokiego cypla fotografowałem krajobraz rzeki spowitej szarością. Próbowałem uchwycić w kadr zapamiętale śpiewające szpaki i słowiki. Niestety samce siedziały na konarach nad głową. Kiedy próbowałem zmienić pozycję, odlatywały w gęstwinę albo kryły się w budkach lęgowych.

Gągoły

Zaloty

Zbierając się do powrotu, kątem oka spostrzegłem zimorodka. Mignął piórami i poleciał w stronę odsłoniętych korzeni zwisających nad wodą. Po chwili znad rzeki nadleciała parka gągołów. Samiczka usiadła na kłodzie przywleczonej przez Wisłę topoli. Odsłonięte konary zostały ogryzione z łyka – bobry miały niedawno używanie. Samczyk pływał nieopodal, czyszcząc piórka i wyginając szyję w uciesznych pozach. Fotografowałem je z odkrytego brzegu. Nie były strachliwe. Dopiero kiedy odchodziłem z polanki, odleciały ku mewom na mieliznach na środku rzeki.





Znienacka przyleciała czapla. Dostrzegłem ją zbyt późno, by zaaranżować kadr. Fotografowałem ją z nadzieją, że może coś z tego zostanie. Ptak wylądował w głębi zatoczki na skraju brzegu. Dreptał najpierw w mierzwie poszarzałych od śniegu i mrozu zarośli, potem zbliżył się ku wodzie. Chyba młody osobnik. Niezbyt gadatliwy. Próbowałem potem podejść czaplę pod osłoną bezlistnych drzew łęgu. Nie udało się. Oszroniona trawa pękała pod butami, zdradzając moją obecność. Czapla odleciała więc w najbardziej niepożądanej chwili. Obiektyw ostrzył na wszystkim: wszędobylskich patykach, gałązkach pokrytych nabrzmiałymi pąkami… tylko nie na jej sylwetce. Cóż… Na pocieszenie zostały mi krzyżówki spacerujące po plaży.

Czapli cień

Na łowisku

Plażowiczki

Wiślane gołębie

Słońce wyjrzało spoza postrzępionych chmur na kwadrans, nieco rozjaśniając Wisłę. Kiedy zniknęło, wróciłem do samochodu. Zbierało się na deszcz.




Wisła miejska w szarudze dnia

Wszystko tu coś znaczy, tylko słów mi brak.

Starówka w nastroju Canaletto

Most Śląsko-Dąbrowski

Starówka i mewa nad Wisłą

Mieszkańcy dzielnicy Wisła

Plaża