sobota, 21 kwietnia 2018

Gdzieś w okolicach 496 kilometra Wisły


Wyspy Zawadowskie za ujściem Jeziorki

Wyspy Zawadowskie

Rezerwat Wyspy Zawadowskie ciągnie się od południowej granicy wyznaczonej w połowie odległości między Ciszycą a Obórkami do terenu elektrociepłowni Siekierki, właściwie do góry żużla i popiołu usypanej nad Wisłą i poddawanej rekultywacji. 

Duchy HDR-u nad Wyspami Zawadowskimi

W północnej części działa jeszcze lokalna kopalnia wiślanego piasku. Wywrotki jeżdżą stamtąd przez cały dzień, wywożąc setki metrów sześciennych piasku i żwiru na pobliskie budowy. Rezerwat obejmuje międzywale, wyspy i mielizny, w końcu i obszerny fragment lewego brzegu, pod którym zaległy wykroty podmytych drzew. Ów fragment to królestwo zimorodków. Urządzają tutaj norki w osypujących się stromych skarpach i  polują na rybki z gałęzi i konarów drzew, które ugrzęzły na płyciznach.

Królestwo zimorodków

Sama Jeziorka uchodzi w Obórkach, przepływając pod nowym mostem, który zastąpił starą i mocno zużytą, wręcz zdekapitalizowaną konstrukcję. Okazuje się, iż rzeka, począwszy od Jeziorny Fabrycznej, płynie sztucznym korytem. Przekop wykonano w latach pięćdziesiątych XX wieku (jak to dziwnie brzmi, jeśli pierwsza dłuższa część mojego życia przypadła na owo minione stulecie). Jeziorka przepływa dzisiaj nad Wilanówką, która przedtem była jej dolnym odcinkiem.


Przed regulacją Jeziorka opływała więc od wschodu pałac Jana III Sobieskiego, park w Wilanowie, łącząc się za rezerwatem łęgu w Morysinie z Potokiem Służewieckim, i dopływała do zabudowanego dzisiaj urządzeniami hydrotechnicznymi ujścia na terenie EC Siekierki (naprzeciwko Kępy Wieloryb w granicach Wawra).

Wilanówka dzisiaj to zarastająca struga. Górny bieg do przepustu (syfonu) pod nurtem Jeziorki nazywany jest Kanałem Habdzińskim. Kanał łączy stawy starorzecza i zbiera wodę ze strumieni z okolic Wólki Załęskiej, Dębówki, Cieciszewa, Imielina, rezerwatu Łęgi Oborskie i Habdzina. Dolny odcinek to właściwa Wilanówka.

Tam, gdzie Wilanówka przepływa pod Jeziorką
Idąc od ujścia Jeziorki na północ, mijam stare topole i wierzby wąskiego pasa łęgu między wałem a nurtem Wisły. Tuż za ostrogą cofka naniosła wiślany piach. Mielizna osłania miejsce cumowania dla łódek. 

Młode wyłącznie pod opieką matek. Samce po spełnieniu obowiązku małżeńskiego zadowalają się przez resztę sezonu własnym towarzystwem.

Samice traczy uwielbiają wyprowadzać tutaj swoje młode, by mogły ogrzać się w promieniach wschodzącego słońca. W rezerwacie często mijam białodrzewy, na których rozwieszono obszerne budy lęgowe dla traczy. Pisklęta po osiągnięciu odpowiedniej sprawności fizycznej zeskakują z kilku, kilkunastu metrów w trawę i puszczają się biegiem ku wodzie. Człowiek po takim skoku wylądowałby najpewniej w szpitalu z urazami ortopedycznymi i wstrząśnieniem mózgu. Pisklętom nic się nie dzieje.



Spacer rezerwatem wywiera wrażenie. Za wałem w Kępie Oborskiej rozsiadły się jakieś firmy z ciężkim sprzętem budowlanym: dźwigami, wywrotkami, spycharkami, ładowarkami. Gruntową drogą przemieszczają się pojazdy wyładowane piachem. Po drugiej stronie jednak panuje Wisła, łęg z kępami białodrzewów, rozległe mielizny, cmentarzyska drzew wyrwanych brzegom, wyspy. Nastrój jak nie z tego świata.


W łęgu Wysp Zawadowskich


W łęgu drzewa uparcie trzymają się życia


Przebrnąwszy przez najdziksze fragmenty brzegu, minąwszy malownicze wykroty wierzb, wyszedłem na wał, by w obramowaniu konarów kształtnego białodrzewu fotografować najbardziej urokliwą wyspę rezerwatu. 
Najpiękniejsza wyspa rezerwatu






Nurt opływa wyspę z obu stron. Szersza odnoga wypełnia koryto między wyspą a prawym brzegiem. Węższa odnoga tworzy malownicze zakole uwielbiane przez bieliki, tracze, czaple. Samą wyspę nawiedzają kormorany. Dzisiaj też przesiadywały na topolach. Nie dały się jednak podejść. Wszystko przez muł, w którym grzęzły buty. Zanim znalazłem odpowiednią ścieżkę, ptaki odleciały na drugi brzeg.



Od ostatniego spaceru kilka lat wcześniej w korycie Wisły znowu nastąpiły zmiany. Tam, gdzie swobodnie chodziłem śladami bobrów, łąka zamieniła się w trzęsawisko i zarosła wikliną, chaszczami, topolami skrywającymi rowy i kałuże wydrążone przez ubiegłoroczne przedzimowe wezbranie. Nie doszedłem do granicy kopalni piachu, gdzie buszują bobry. Zawróciłem.

Białodrzew

Budka dla traczy


wtorek, 17 kwietnia 2018

Gdy wiosna tańczy nad Wisłą


Gdy wiosna tańczy nad Wisłą


Wiosna w tym roku przyszła nagle. Mrozy z dnia na dzień ustąpiły gwałtownemu ociepleniu. Zakwitło wszystko na raz: wierzby, topole, forsycje, kasztany, bez, klony, magnolie… Drzewa i krzaki pokryły się chmurą drobnego listowia. Jeże poddały się uniesieniom, nie krępując się bliskością ursynowskich blokowisk.

Się zaczęło

Nad Wisłą wiosna też narozrabiała. Łęg momentalnie wypełnił się życiem. Wegetacja ruszyła w oczach. 



Kiedy tylko zszedłem z wału i wyjrzałem na rozlewisko bocznej odnogi oddzielającej plażę Wysp Świderskich od brzegu, zauważyłem ruch na wodzie. Tym razem nie wszędobylskie kaczki, gągoły, czaple, lecz bobry przeszukujące wiklinową gęstwę i suche trawy odsłonięte przez ustępującą wodę. Pływały po zatoce, holując pędy i gałęzie pokryte świeżą korą. Wyłaziły na brzeg i czyściły futra. Odwiedzały chaszcze, nic sobie nie robiąc z grząskiego mułu.

Wisła opada

Tu polował boleń


Poszedłem do przejścia na plażę. Przekroczyłem zamierające strumyki. Depcząc sypki piach, dotarłem na półwysep między odnogą a głównym nurtem. Przepatrywałem coraz bardziej odsłonięte mielizny. Wisła toczyła swoje wody kilkoma nurtami między archipelagiem coraz obszerniejszych wysepek. Nad jednym z uskoków dna, gdzie płynąca woda wzniecała zmarszczki fal i wiry, próbowałem łapać w kadr polującego bolenia. Co i raz wyskakiwał nad wodę, ścigając wysypujące się stadka narybku. Czatowałem na niego, ustawiwszy obiektyw na jedno upatrzone miejsce. Trwało to z kwadrans. Bez skutku. Spóźniałem się. W końcu słońce świecące przez woal półprzejrzystej warstwy chmur zaczęło oślepiać.
Łabędzie nieme

Woda ustępuje



Półwysep zwężał się z każdym krokiem. Deptałem śliski muł, z trudem utrzymując równowagę. Najgorszy był piasek naniesiony na grząskie błoto. Przypominał śnieg na mokrym lodzie. Wybierałem miejsca pokryte zmierzwioną trawą lub badylami zeszłorocznych chwastów. A jednak opłacało się. Nieopodal zobaczyłem trzy mewy układające gniazdo na kłodzie wynurzonej z wody. Interesujące widowisko. Czuły się bezpiecznie za jedną z odnóg nurtu. Znosiły zewsząd patyki, łodygi, trawę, jakieś włókna. Kłóciły się o miejsce… 






Za nimi pływał kaczor. Na tle urokliwego zakątka Wisły…



Nie odważyłem się iść przez błoto rozdzielające zatokę na części. Zaraz za nim była stroma skarpa, skąd fotografowałem wcześniej bobry. Musiałbym wspinać się przez mierzwę zarośli, narażając się na kleszcze. Wracałem więc tą samą drogą i fotografowałem rzekę w mdłym świetle przygaszonego słońca, przelatujące łabędzie, pojedyncze kormorany, rybitwy, mewy...
 
Jak w szklarni



Mimo to czułem się jak w szklarni. Parno, duszno, nieprzyjemnie. Ulgę poczułem dopiero w łęgu, słysząc ptaki i wdychając zapachy wiosny rozsiewane przez topole, kaliny, wierzby... 


Za wałem warczały traktory ciągnące pługi i brony. Taka gmina.
 
Mazowieckie klimaty na Urzeczu
Kilka dni później aura odmieniła się. Szedłem brzegiem Wisły od ujścia Jeziorki w kierunku granicy rozdzielającej rezerwat Wysp Świderskich od rezerwatu Wysp Zawadowskich. Ta granica leży mniej więcej w połowie odległości  między ujściem Jeziorki a Ciszycą. 
Nieopodal ujścia Jeziorki

Wał przeciwpowodziowy biegnie nieopodal głównego nurtu, który za Wyspami Świderskim odbija pod lewy brzeg Wisły. Ścieżka wiedzie najpierw od mostu nad Jeziorką do jej ujścia, omijając podmyte skarpy, potem skręca w zarośla klonów jesionolistnych, głogów, wikliny, odrastających topól, kwitnącej kaliny i zdziczałych jabłoni… Lubię to miejsce. Często nawiedzają je bobry.


Wiedźma





Idąc na południe, fotografuję rozpadające się wierzby. Stare wiedźmowate z kształtów drzewa, które w świetle wschodzącego słońca czynią wrażenie. Pasmo łęgu między napierającą wodą a wałem chroniącym pola Kliczyna, Ciszycy i Opaczy, fascynuje mimo ograniczonej powierzchni. 





Jeśli do tego dodać czysty świt po nocnych opadach deszczu, wschód słońca nad rzeką spowitą tańczącymi tumanami mgły i niebo przecięte pasmami smug kondensacyjnych po przelatujących samolotach, mamy oto całe misterium dnia, który dopiero się staje.







Jestem sam. Dziwię się rzece, że płynie, kleszczom, że włażą, chociaż moja krew żadnym przysmakiem, ptakom, że przelatują mimo. Dziwię się krajobrazowi, który zdaje się niezmienny, a jednak za każdą wizytą wywołuje inne wrażenia. Wiośnie, co zaskoczyła niezwykłą aurą jak na kwiecień… Wisła dziwi się facetowi od lat łażącemu jej brzegiem w poszukiwaniu tych samych lub podobnych foto-tematów.


Stojąc nad cofką

I tak w nastroju pobudzenia dochodzę do mielizn Wysp Świderskich i cypla, z którego fotografuję obszerną cofkę a z drugiej strony zakole bobrów, traczy, czapli i łódek cumowanych w sąsiedztwie wykrotów podmytych drzew.

Dziki, sportsmenka, kibic z rowerem

Taka gmina

Wracając do miejsca, gdzie zostawiłem samochód, dostrzegłem dziki biegnące grzbietem wału na wysokości Wilanówki przepływającej przepustem pod nurtem Jeziorki. Ktoś ćwiczył po drugiej stronie Jeziorki. Ktoś prowadził rower nasypem drogi… Obraz zdał się nierealny, póki dziki nie zbiegły z wału i nie zaszyły się w zaroślach… Taka gmina. Urzeczańska.

Urzeczańska Wisła w kwietniowym słońcu