niedziela, 27 maja 2018

Wisła w majowym obiektywie


Po dokuczliwej przypadłości mój aparat przeszedł rekonwalescencję w rękach serwisu Studio5s. Postanowiłem sprawdzić go w działaniu podczas spaceru po Wyspach Świderskich w Ciszycy. Oczywiście o świcie.

Bujność majowego łęgu

Idę z obawą

Słońce nie zawiodło. Chmury zasłoniły niebo w miejscach najbardziej mi odpowiadających. Wiatr przewiewał łęg na skroś, susząc zarośla z nadmiaru wilgoci po nocnym deszczu. Zszedłszy ścieżką między wiedźmowate wierzby, całe oplątane dzikim chmielem i pędami kolczurki, zanurzywszy się w gąszcz kwitnących jeżyn, wybujałych pokrzyw, rozpiętych niczym parasole liści łopianów, bujnej trawy i jeden Bóg wie czego jeszcze, poczułem mokre buty, nogawki, rękawy.

Nie tylko ja...

Wyszedłszy na skraj skarpy, zobaczyłem wychudzoną zatokę bocznej odnogi. Woda opadła od ostatniego kwietniowego spaceru. Nurt zamarł. W stojącej wodzie taplały się uwięzione brzany, świnki i jelce, wzniecając fale, które zanikały w bujnych oczeretach, turzycach, kępach kosaćców… Przeszedłem przez wysychający strumień na wyspę. Woda, jeśli jeszcze płynęła, to dzięki podziemnym ciekom przenikającym rzeczny piach.

Odcięta zatoka

Przedarłem się przez wybujałe pędy wikliny, idąc ścieżkami wydeptanymi przez wędkarzy i bobry, na plażę. Tam, gdzie jeszcze kilka tygodni wcześniej płynęła rzeka, zobaczyłem odsłonięte mielizny. Buty grzęzły w sypkim piasku. Zsuwałem się po zboczu odsypiska ku rzece. Depcząc muł i omijając kałuże nieruchomej wody, doszedłem nad nurt kolejnej płytkiej odnogi. 











Fotografowałem siwe pliszki i brodźce przesiadujące na wystających z dna pniakach zatopionych drzew, a potem zwróciłem uwagę na polujące rybitwy. 





Ptaki zawisały nad wodą, wypatrywały drobnych ryb, a potem znienacka spadały, wbijając się między zmarszczki fal i odlatując z rybką w dziobie. W świetle brzasku ich wyczyny zdawały się nierzeczywiste. Kilka razy uchwyciłem obiektywem rozbryzg wody i równie ulotny start.



Tuż obok jednej z rybitw wynurzyła się ryba. Wywaliła się cała nad powierzchnię wody. Wznieciła potężną fontannę. Czyżby zapolowała na coś konkretniejszego, niż narybek wokół? Zanim zwróciłem obiektyw, po plaśnięciu zostały wydłużające się z biegiem prądu kręgi. Rybitwa wypuściła ze strachu zdobycz i uciekła nad mieliznę.

Akwen bobrów




W świetle słońca, które skradało się za drzewami rezerwatu ujścia Świdra, zieleń łęgu nabierała soczystych odcieni. Idąc z nurtem Wisły, wszedłem na zwężającą się klinem plażę. Odnoga pod skarpą łęgu była nieruchoma. Wypełniała się tatarakiem, kosaćcami, wodorostami. 



Kiedy wszedłem między kępy wybujałej turzycy i mozgi trzcinowatej, dostrzegłem kręgi na wodzie. Pomyślałem:
- Uwięzione ryby.
Potem jednak zobaczyłem jakiś ruch i fale w formie klina. Coś ciemnego pływało między kępami zarośli. W końcu ujrzałem kanciasty łeb bobra. Myszkował pod brzegiem, przepatrując gałęzie wywróconych drzew w poszukiwaniu świeżych pędów. Drugi z bobrów podpływał do miejsca, obok którego stałem, holując odgryzioną gałąź wierzby. Wyszedł na piasek. Trzymał gałąź łapami i obgryzał listki a potem łyko. Przyznaję, byłem wzruszony. Nigdy jeszcze nie byłem tak blisko tych niezwykłych gryzoni.





Bóbr pływający pod brzegiem zainteresował się śniadaniem pobratymca. Podpłynął doń, uciął zębami kawałek wierzby. Pierwszy szary przyjął towarzystwo ciemniejszego ze stoickim spokojem. Obydwa konsumowały przez chwilę tę samą gałąź. Ciemniejszy zaraz jednak zainteresował się jakimś ruchem na wodzie i odpłynął. Chwilę jeszcze unosił się na wodzie, pielęgnując przednie łapy. Potem bezgłośnie zanurkował i zniknął w zaroślach.




Zmieniłem miejsce. Za osłoną kępy mozgi trzcinowatej i niewielkiego usypiska piachu podszedłem do kąta, gdzie szary bóbr nadal ogryzał przyholowaną gałąź. Widziałem jego szeroko rozwarte oczy i uszy. 


Stałem, mając słońce za plecami. Rzucałem cień na wodę tuż obok. Bóbr mnie nie dostrzegł. Zareagował dopiero na kilkakrotny trzask migawki. Zapomniałem przełączyć aparat w tryb bezgłośnej pracy. Nie uciekł. Omiótł wzrokiem najbliższe otoczenie. Zaniepokojony zmianą tła odpłynął z kawałkiem wierzby w łapach. Wciąż jeszcze jadł świeże liście. Po kolejnym trzasku migawki zanurkował jednak i tym razem plasnął ogonem. Zapadła cisza. Fale zamarły. W tafli zatoczki odciętej od głównego nurtu znów odbijał się wiślany łęg.




Krajobraz Wisły zmieniał się z każdą chwilą. Od południowego wschodu nadciągały ulotne chmury, coraz bardziej zasłaniając słońce i wzniecając wachlarz ułożony z pasemek cienia i smug światła. 












Dzikie gołębie urządziły sobie akrobatyczne występy nad odsłoniętymi mieliznami. Zataczały kręgi od brzegu do brzegu, wlatywały w kadr, osiadały na mokrym piasku dla chwili odpoczynku i znów unosiły się w powietrze bez widocznego powodu. W pewnej chwili dołączyły do nich mewy. Po co? Ten nieustający ruch musiał budzić zaniepokojenie albo przyciągał uwagę. Rybitwy natomiast przeniosły się pod józefowski brzeg i polowały w cieniu wyniosłych topól.



Wracałem niechętnie do samochodu. Czułem jednak, że nadchodzi  deszcz. Nie pomyliłem się. Przywlokłem nad Ursynów burzę.

















czwartek, 26 kwietnia 2018

Fauna, flora i mała architektura warszawskich Łazienek w kwietniowym sztafażu


Krajobraz za ogrodzeniem Łazienek


Jeśli nie możemy nad Wisłę albo na Warmię i Mazury, czasem wybieramy coś pod ręką. Na przykład warszawskie Łazienki wiosną. Najlepiej wczesnym rankiem, póki alejki nie wypełnią się ludźmi. 

Przed oranżerią

To wyjątkowa enklawa. Między sportowymi obiektami CWKS Legia (dzisiaj Legia Warszawa S.A.) przy ulicy Myśliwieckiej a zabytkowymi budynkami Urzędu Rady Ministrów i Pałacem Prezydenckim, najwcześniej po gruntownej przebudowie w latach 1818-1822 według projektów Jakuba Kubickiego będącym siedzibą wielkiego księcia Konstantego, niespełnionego cara (był nim formalnie od 27 listopada do 14 grudnia 1825 roku, póki na wezwanie brata, późniejszego cara Mikołaja I, by objął tron po śmierci Aleksandra I, ponownie nie potwierdził zrzeczenia się prawa do tronu z powodu potajemnego ślubu z polską hrabianką, Joanną Grudzińską). 


Szpaki w godowym nastroju

Dzisiaj nie zachwycaliśmy się wielką historyczną architekturą. Całą uwagę skupiliśmy na faunie, florze i elementach małej architektury wypełniającej ogród łazienkowski.

Magnolie i hortensje

Już od wejścia od ulicy Bagateli na wprost pomnika Fryderyka Chopina działo się. Słońce dopisało. Po niebie sunęły sympatyczne chmury. Wiatr nie dokuczał. Nawet gmach centrali PKO BP konweniował z otoczeniem parku.

Na dziedzińcu oranżerii

Mała architektura wokół oranżerii
Schodziliśmy ku oranżerii alejkami w cieniu drzew pokrywających się welonami pąków i drobnych liści. Uderzenie wiosennego ciepła po wielkanocnych mrozach dało zaskakujący rezultat. Obok siebie kwitły kwiaty, które nie powinny rozwijać się w tym samym czasie. Na dziedzińcu wypełnionym popiersiami i rzeźbami antycznych postaci fotografowaliśmy magnolie białe i różowe, narcyzy i żonkile, krokusy i tulipany, w wilgotnych zakamarkach otoczenia zawilce i przylaszczki… W trawie uwijały się kosy, szpaki, drozdy, gawrony, kawki… Nawet kaczki spacerowały z dala od wody lub spały w cieniu zmożone ciepłem.

Cóż to za zwierzątko?

Szukając orzecha

Uciekając z orzechem

Sjesta samców

Zajrzeliśmy też do chińskiego zakątka: dwóch pawilonów nad wodnym oczkiem i kamienną kładką nad strumieniem w otoczeniu pomnikowych drzew: dębów, jesionów, lip, topól, białodrzewów... Minąwszy figlującą wiewiórkę i śpiące w trawie kaczory, stanęliśmy nad lustrem wodnego oczka. Omijając ludzi, fotografowaliśmy chińskie akcenty. 





 



Największe wrażenie uczyniły jednak mandarynki, w godowym zapędzie wybierające sobie do amorów konary starych drzew; drozdy chełpiące się z wysokości nakrapianą piersią; bystrookie kawki, które zdawały się pozować (ten antropocentryzm).

Mandarynki

Mandarynki

Samotny zawilec

Drozd polujący

Drozd śpiewający

Kawka pozująca czy

kawka czuwająca?

Nad stawem rozlewającym się od Pałacu na Wyspie do pomnika Jana III Sobieskiego też było co oglądać: pawie w królewskich pieleszach; agresywne mandarynki przeganiające ze swoich rewirów większe kaczory krzyżówek (nieustępliwość małych samców budzi zdumienie); łyski na gniazdach z patyków przemyślnie utkanych między dyszami fontann wystającymi nad powierzchnię stawu w sąsiedztwie amfiteatru…


Autoportret z pawiem


Moc z mandarynką jest

Łyska w fontannie


Po kawie na zapleczu trybun amfiteatru, uchodząc przed narastającym tłumem, wracaliśmy ścieżkami wzdłuż górnych stawów pod Belwederem. Mijaliśmy zaspane kaczki krzyżówki, pełne werwy mandarynki, krzyczące w listowiu dzięcioły.. 






W końcu doszliśmy do kępy dorodnych magnolii szerokolistnych i pośrednich, które okryły się chmurami kwiatów. Pomnikowe klony za nimi tworzyły z niebem tło. Próbowaliśmy je fotografować także z podmokłej murawy, okrywającej  helokrenowe wysięki wody napływającej spod skarpy. 

Magnolie










Po sesji z magnoliami podeszliśmy ścieżką do Świątyni Sybilli, skąd roztacza się uroczy widok na stawy i zacienione alejki.

Belweder

Świątynia Sybilli

Było komfortowo.