czwartek, 26 kwietnia 2018

Fauna, flora i mała architektura warszawskich Łazienek w kwietniowym sztafażu


Krajobraz za ogrodzeniem Łazienek


Jeśli nie możemy nad Wisłę albo na Warmię i Mazury, czasem wybieramy coś pod ręką. Na przykład warszawskie Łazienki wiosną. Najlepiej wczesnym rankiem, póki alejki nie wypełnią się ludźmi. 

Przed oranżerią

To wyjątkowa enklawa. Między sportowymi obiektami CWKS Legia (dzisiaj Legia Warszawa S.A.) przy ulicy Myśliwieckiej a zabytkowymi budynkami Urzędu Rady Ministrów i Pałacem Prezydenckim, najwcześniej po gruntownej przebudowie w latach 1818-1822 według projektów Jakuba Kubickiego będącym siedzibą wielkiego księcia Konstantego, niespełnionego cara (był nim formalnie od 27 listopada do 14 grudnia 1825 roku, póki na wezwanie brata, późniejszego cara Mikołaja I, by objął tron po śmierci Aleksandra I, ponownie nie potwierdził zrzeczenia się prawa do tronu z powodu potajemnego ślubu z polską hrabianką, Joanną Grudzińską). 


Szpaki w godowym nastroju

Dzisiaj nie zachwycaliśmy się wielką historyczną architekturą. Całą uwagę skupiliśmy na faunie, florze i elementach małej architektury wypełniającej ogród łazienkowski.

Magnolie i hortensje

Już od wejścia od ulicy Bagateli na wprost pomnika Fryderyka Chopina działo się. Słońce dopisało. Po niebie sunęły sympatyczne chmury. Wiatr nie dokuczał. Nawet gmach centrali PKO BP konweniował z otoczeniem parku.

Na dziedzińcu oranżerii

Mała architektura wokół oranżerii
Schodziliśmy ku oranżerii alejkami w cieniu drzew pokrywających się welonami pąków i drobnych liści. Uderzenie wiosennego ciepła po wielkanocnych mrozach dało zaskakujący rezultat. Obok siebie kwitły kwiaty, które nie powinny rozwijać się w tym samym czasie. Na dziedzińcu wypełnionym popiersiami i rzeźbami antycznych postaci fotografowaliśmy magnolie białe i różowe, narcyzy i żonkile, krokusy i tulipany, w wilgotnych zakamarkach otoczenia zawilce i przylaszczki… W trawie uwijały się kosy, szpaki, drozdy, gawrony, kawki… Nawet kaczki spacerowały z dala od wody lub spały w cieniu zmożone ciepłem.

Cóż to za zwierzątko?

Szukając orzecha

Uciekając z orzechem

Sjesta samców

Zajrzeliśmy też do chińskiego zakątka: dwóch pawilonów nad wodnym oczkiem i kamienną kładką nad strumieniem w otoczeniu pomnikowych drzew: dębów, jesionów, lip, topól, białodrzewów... Minąwszy figlującą wiewiórkę i śpiące w trawie kaczory, stanęliśmy nad lustrem wodnego oczka. Omijając ludzi, fotografowaliśmy chińskie akcenty. 





 



Największe wrażenie uczyniły jednak mandarynki, w godowym zapędzie wybierające sobie do amorów konary starych drzew; drozdy chełpiące się z wysokości nakrapianą piersią; bystrookie kawki, które zdawały się pozować (ten antropocentryzm).

Mandarynki

Mandarynki

Samotny zawilec

Drozd polujący

Drozd śpiewający

Kawka pozująca czy

kawka czuwająca?

Nad stawem rozlewającym się od Pałacu na Wyspie do pomnika Jana III Sobieskiego też było co oglądać: pawie w królewskich pieleszach; agresywne mandarynki przeganiające ze swoich rewirów większe kaczory krzyżówek (nieustępliwość małych samców budzi zdumienie); łyski na gniazdach z patyków przemyślnie utkanych między dyszami fontann wystającymi nad powierzchnię stawu w sąsiedztwie amfiteatru…


Autoportret z pawiem


Moc z mandarynką jest

Łyska w fontannie


Po kawie na zapleczu trybun amfiteatru, uchodząc przed narastającym tłumem, wracaliśmy ścieżkami wzdłuż górnych stawów pod Belwederem. Mijaliśmy zaspane kaczki krzyżówki, pełne werwy mandarynki, krzyczące w listowiu dzięcioły.. 






W końcu doszliśmy do kępy dorodnych magnolii szerokolistnych i pośrednich, które okryły się chmurami kwiatów. Pomnikowe klony za nimi tworzyły z niebem tło. Próbowaliśmy je fotografować także z podmokłej murawy, okrywającej  helokrenowe wysięki wody napływającej spod skarpy. 

Magnolie










Po sesji z magnoliami podeszliśmy ścieżką do Świątyni Sybilli, skąd roztacza się uroczy widok na stawy i zacienione alejki.

Belweder

Świątynia Sybilli

Było komfortowo.





sobota, 21 kwietnia 2018

Gdzieś w okolicach 496 kilometra Wisły


Wyspy Zawadowskie za ujściem Jeziorki

Wyspy Zawadowskie

Rezerwat Wyspy Zawadowskie ciągnie się od południowej granicy wyznaczonej w połowie odległości między Ciszycą a Obórkami do terenu elektrociepłowni Siekierki, właściwie do góry żużla i popiołu usypanej nad Wisłą i poddawanej rekultywacji. 

Duchy HDR-u nad Wyspami Zawadowskimi

W północnej części działa jeszcze lokalna kopalnia wiślanego piasku. Wywrotki jeżdżą stamtąd przez cały dzień, wywożąc setki metrów sześciennych piasku i żwiru na pobliskie budowy. Rezerwat obejmuje międzywale, wyspy i mielizny, w końcu i obszerny fragment lewego brzegu, pod którym zaległy wykroty podmytych drzew. Ów fragment to królestwo zimorodków. Urządzają tutaj norki w osypujących się stromych skarpach i  polują na rybki z gałęzi i konarów drzew, które ugrzęzły na płyciznach.

Królestwo zimorodków

Sama Jeziorka uchodzi w Obórkach, przepływając pod nowym mostem, który zastąpił starą i mocno zużytą, wręcz zdekapitalizowaną konstrukcję. Okazuje się, iż rzeka, począwszy od Jeziorny Fabrycznej, płynie sztucznym korytem. Przekop wykonano w latach pięćdziesiątych XX wieku (jak to dziwnie brzmi, jeśli pierwsza dłuższa część mojego życia przypadła na owo minione stulecie). Jeziorka przepływa dzisiaj nad Wilanówką, która przedtem była jej dolnym odcinkiem.


Przed regulacją Jeziorka opływała więc od wschodu pałac Jana III Sobieskiego, park w Wilanowie, łącząc się za rezerwatem łęgu w Morysinie z Potokiem Służewieckim, i dopływała do zabudowanego dzisiaj urządzeniami hydrotechnicznymi ujścia na terenie EC Siekierki (naprzeciwko Kępy Wieloryb w granicach Wawra).

Wilanówka dzisiaj to zarastająca struga. Górny bieg do przepustu (syfonu) pod nurtem Jeziorki nazywany jest Kanałem Habdzińskim. Kanał łączy stawy starorzecza i zbiera wodę ze strumieni z okolic Wólki Załęskiej, Dębówki, Cieciszewa, Imielina, rezerwatu Łęgi Oborskie i Habdzina. Dolny odcinek to właściwa Wilanówka.

Tam, gdzie Wilanówka przepływa pod Jeziorką
Idąc od ujścia Jeziorki na północ, mijam stare topole i wierzby wąskiego pasa łęgu między wałem a nurtem Wisły. Tuż za ostrogą cofka naniosła wiślany piach. Mielizna osłania miejsce cumowania dla łódek. 

Młode wyłącznie pod opieką matek. Samce po spełnieniu obowiązku małżeńskiego zadowalają się przez resztę sezonu własnym towarzystwem.

Samice traczy uwielbiają wyprowadzać tutaj swoje młode, by mogły ogrzać się w promieniach wschodzącego słońca. W rezerwacie często mijam białodrzewy, na których rozwieszono obszerne budy lęgowe dla traczy. Pisklęta po osiągnięciu odpowiedniej sprawności fizycznej zeskakują z kilku, kilkunastu metrów w trawę i puszczają się biegiem ku wodzie. Człowiek po takim skoku wylądowałby najpewniej w szpitalu z urazami ortopedycznymi i wstrząśnieniem mózgu. Pisklętom nic się nie dzieje.



Spacer rezerwatem wywiera wrażenie. Za wałem w Kępie Oborskiej rozsiadły się jakieś firmy z ciężkim sprzętem budowlanym: dźwigami, wywrotkami, spycharkami, ładowarkami. Gruntową drogą przemieszczają się pojazdy wyładowane piachem. Po drugiej stronie jednak panuje Wisła, łęg z kępami białodrzewów, rozległe mielizny, cmentarzyska drzew wyrwanych brzegom, wyspy. Nastrój jak nie z tego świata.


W łęgu Wysp Zawadowskich


W łęgu drzewa uparcie trzymają się życia


Przebrnąwszy przez najdziksze fragmenty brzegu, minąwszy malownicze wykroty wierzb, wyszedłem na wał, by w obramowaniu konarów kształtnego białodrzewu fotografować najbardziej urokliwą wyspę rezerwatu. 
Najpiękniejsza wyspa rezerwatu






Nurt opływa wyspę z obu stron. Szersza odnoga wypełnia koryto między wyspą a prawym brzegiem. Węższa odnoga tworzy malownicze zakole uwielbiane przez bieliki, tracze, czaple. Samą wyspę nawiedzają kormorany. Dzisiaj też przesiadywały na topolach. Nie dały się jednak podejść. Wszystko przez muł, w którym grzęzły buty. Zanim znalazłem odpowiednią ścieżkę, ptaki odleciały na drugi brzeg.



Od ostatniego spaceru kilka lat wcześniej w korycie Wisły znowu nastąpiły zmiany. Tam, gdzie swobodnie chodziłem śladami bobrów, łąka zamieniła się w trzęsawisko i zarosła wikliną, chaszczami, topolami skrywającymi rowy i kałuże wydrążone przez ubiegłoroczne przedzimowe wezbranie. Nie doszedłem do granicy kopalni piachu, gdzie buszują bobry. Zawróciłem.

Białodrzew

Budka dla traczy