środa, 28 czerwca 2017

Świderska plaża

Początek lata na wiślanych Wyspach Świderskich 

Tutaj wszystko zarasta

Początek lata nad Wisłą okazał się pobudzający. Ledwo wyszedłem z samochodu, usłyszałem nieprawdopodobny koncert. Ptaki śpiewały tak, jakby żyły w środku sezonu lęgowego. Ożywienie, ruch w listowiu, między gałęziami i konarami drzew łęgu, tokowanie bażantów na sąsiednich łąkach i polach, kwilenie rybitw i mew od rzeki, pokrzykiwanie dzięciołów, kukania… Schodziłem ścieżką z wału przeciwpowodziowego. Zanurzyłem się w gąszcz podszytu. Z drzew kapały grube krople. Po nocnym deszczu. Ubranie zamokło...

Świt i duszki HDR

Nad rzeką, kiedy wyjrzałem z łęgu, snuła się mgiełka. Nie przesłaniała krajobrazu. Przejrzyste powietrze pozwalało zajrzeć w najdalsze zakamarki rzeki.

Brodziec

 
Zatoka w Ciszycy wyschła. Pod skarpą, gdzie zwykle była rozlana woda, snuł się leniwy strumyk. Odsłonięte dno skolonizowały pędy wierzby i łozy, kępy bielunia, trawa, kwitnące zioła. Nieopodal kilku pali wbitych w dno, dzisiaj całkiem obnażonych, pływał bóbr. Przeszukiwał płytką wodę. Myślałem, że będzie pozował. Zawrócił jednak pod krzaki i zniknął z oczu.

Ciekawość

Skupiłem się więc na brodźcu, który z przenikliwym piskiem nadleciał z północy i wylądował na piasku po drugiej stronie płycizny. Penetrował skraj wody pod kępą mozgi trzcinowatej. Coś go zafrapowało, bo pozwalał się fotografować dłuższą chwilę.





Rajski ogródek

Zszedłszy ze stromego brzegu, przekroczywszy niewielki strumień, niepozorną pozostałość rozlewiska zachwycającego kilka tygodni wcześniej, wszedłem na mokrą mieliznę. Poszedłem w stronę odległego nurtu. Brzeg powiększonej plaży skrywał zatoczki. Nadkładałem drogi, śpiesząc na spotkanie ze słońcem. 

Śniadanie bobra

Piasek ustępował pod butami, krępował ruchy. Świeża trawa moczyła spodnie i buty. Każdy krok zdawał się mozolny. Kiedy stanąłem na kolejnej skarpie z wiślanego piachu, ujrzałem w wąskiej zatoce ciemny nieruchomy kontur. 

Jestem coraz bliżej

Myślałem:
- Kłoda.
Coś jednak kazało mi zachować ostrożność. Podchodząc, poczułem mrowienie:
- Bóbr.
Siedział w wodzie przy samym brzegu i obrabiał pędy łozy, których naręcze przywlókł z pobliskiej kępy. Fotografowałem, podchodząc do niego krok za krokiem. W pewnej chwili zacząłem filmować. Ogryzał świeże łyko. Bez pośpiechu. Śpiew ptaków zagłuszał szelest rozdeptywanego piasku. Liczyłem na jego słaby wzrok. Przeliczyłem się. 

Zanurkował

Ciut za późno sfotografowałem chlapnięcie ogonem. Zanurkował. Czekałem cierpliwie aż się wynurzy. Próbowałem przewidzieć, gdzie wypłynie. Dostrzegłem bańki wypuszczanego powietrza na lustrzanej powierzchni wody. Wyznaczały kierunek. Niestety odpływał. 





I sobie odpłynął do przyjaciół

Wynurzył się obok płycizny, na której przesiadywały mewy i rybitwy. Ptaki nic sobie nie robiły z obecności intruza.


Wygląda

Śpieszyłem się nad główny nurt. W pewnej chwili musiałem przejść przez kępy wybujałej wikliny i klonów jesionolistnych, które przetrwały wiosenne wezbranie. Wszędzie kwitła dziewanna, przytulia północna, rosła nawłoć, pleniły się nieznane mi zioła, wodolubne szczawie… Wszystko niewiarygodnie rozbuchane… 


Czyż nie zachwyca?

Pomyślałem, że owo porównywanie Wisły z podzwrotnikowymi rzekami i nazywanie jej polską Amazonką to nie przypadek. Czerwcowy łęg wybucha zielenią.
Mgła się podnosi



Słońce nie wchodziło spektakularnie. Czyste niebo, kryształowe powietrze, bezruch i lada jakie mgiełki nie budowały nastroju. Szukałem miejsc, skąd mógłbym fotografować wschód z efektami specjalnymi. Stanąłem nad przewężeniem nurtu. Stąd nieomal rzut kamieniem do drugiego brzegu. Miałem wrażenie, że mógłbym przejść pieszo. Słońce wynurzało się spomiędzy drzew z pewną nieśmiałością. Myślałem:
- Spektaklu nie będzie.



A jednak zagrało. Mgła zgęstniała. Przemoczony krajobraz zaczął odbijać promienie. Zieleń przykrył srebrzysty welon, gdy patrzyłem za swoim cieniem. Nastała złota godzina.











Mewa czuwająca

Deptałem mokry piasek, na którego powierzchni nocny deszcz zostawił chropowatą fakturę. I warstwę śliskiego mułu. Przyklejał się do podeszwy butów… Szukałem miejsc, gdzie z wody wystawały  martwe drzewa na poły zasypane wędrującym piachem. W smugach ostrego światła wyglądały egzotycznie.





Wisła co roku zmienia swoje oblicze. Każde wezbranie rzeźbi dno, przemieszcza mielizny, wypłukuje zagłębienia, wznosi nowe kępy, podmywa brzegi. Każda susza pokazuje nowe kształty rzecznego koryta. Obserwowanie żywej rzeki na przestrzeni kilkunastu lat sprawia, że coraz bardziej rozumiem sens słów:
- Panta rhei.




Dziewanna
Łęg się panoszy

Słońce, wyskoczywszy nad linię drzew, oślepiało. Wracałem do wnętrza wyspy i nad zatokę bobra. Światło dnia sprzyjało fotografowaniu ptaków.

Łabędzie nieme w przelocie nad Wisłą




Najpierw pojawiły się łabędzie. Nadleciały znad Ciszycy. Przecinały rzekę na skos, kierując się w stronę Józefowa. Pięknie pozowały na tle gładkiego nieba.

Pliszka podlotek - ta, co podlatuje

Dziobnę nie dziobnę, spróbować warto

Potem trafiła się pliszka. Szukała jedzenia pod kłodą i kępką ziół. Przykuwała uwagę.














Jaskółki brzegówki




Nieco dalej fotografowałem wystające z wody konary. Nad którymi krążyły jaskółki. Oddawały się jakiejś beztroskiej zabawie. Ścigały siebie nawzajem, zataczały migotliwe kręgi. Zbyt szybkie, bym mógł panoramować. Ustawiłem obiektyw w jedno miejsce i patrząc przed siebie, zwalniałem migawkę, gdy ptaszki były tuż obok wysuszonych przez słońce i wodę gałęzi. Działo się…











Nowe oblicze mojej ulubionej wyspy

Wierzby natychmiast korzystają z okazji...

Dziewanny oraz inne kwiatki


Gdy woda ustępuje

Wracając do łęgu nad wyschniętą odnogą Wisły, fotografowałem odległe kominy Siekierek, czaple, których pełno nad wykrotami zaścielającymi lewy brzeg. Chciałem powtórzyć zdjęcia bobrów, lecz te już się pochowały. Zostawiły po sobie świeże smugi po gałęziach wikliny wleczonych do wody czy po ogonie, który maskował ślady łap z długimi pazurami i palców spiętych błoną.

Pliszka



Pliszka i nie jej puszka po piwie - "dbamy" o nasze środowisko wyjątkowo niestarannie.




Pod brzegiem znowu spotkałem pliszkę i brodźca. Nie omieszkałem urządzić sobie krótkiej fotosesji. W mocnym świetle słońca krajobraz Wisły zdał się wyjątkowy. Nieruchoma woda odbijała obrazy brzegu i łęgu bez żadnych zniekształceń. Widok hipnotyzował…

Brodziec piskliwy na popasie











Tylko te śmieci pozostawione w REZERWACIE. Opadająca woda odsłania kolejne ich zwały. Stały się obrzydliwą „ozdobą” tych niezwykłych miejsc. Chwilami czułem się  nieomal tak, jakbym spacerował po wysypisku w Radiowie na granicy Puszczy Kampinoskiej… Zastanawiałem się, co powoduje ludźmi przychodzącymi tutaj z torbami pełnymi flaszek, butelek, żarcia, którzy nie mają potem siły wynieść pustych opakowań. Jakim poczuciem estetyki się odznaczają, że tolerują wokół siebie taki śmietnik?… Do którego prędzej czy później wrócą. By znowu zostawić brud, smród i swoje mentalne ubóstwo… W miejscu, które powinno być świątynią Przyrody… Nawet najprymitywniejsze zwierzęta nie kalają gniazda, w którym się wychowały i dorosły...