wtorek, 23 maja 2017

Kajakiem z Warszawy do Modlina


Pod Poniatoszczakiem

Do tego spływu przymierzałem się już w zeszłym roku w kwietniu. Wtedy odstręczyła pogoda: deszcz, burza i przejmujący wiatr z północy. Tym razem było zdecydowanie lepiej. Zwodowałem kajak z pomostu Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego na plaży Saskiej Kępy, nieomal w cieniu mostu Łazienkowskiego. Upakowawszy bagaż w tylnej części kadłuba i zamknąwszy schowek wodoodporną pokrywą, usadowiwszy się w ciasnym środku na kapoku, zawiesiwszy aparat na szyi, odbiłem od desek i popłynąłem najpierw w kierunku mariny w porcie czerniakowskim, by dostać się na środek rzeki, a potem zdałem się na nurt. Fale wzniecone przez policyjną motorówkę zabujały kajakiem. Poczułem swój żywioł. Opór odpychanej wiosłem wody sprawił mi przyjemność.

Most Świętokrzyski

Prąd poniósł mnie w kierunku mostu Poniatowskiego. Celowałem pod przęsło nad torem wodnym. Za kamiennym filarem zobaczyłem motorówkę policji wodnej. Policjanci udzielali wywiadu. Stali na mieliźnie tuż za mostem. Kiedy ich minąłem, byli zajęci pozowaniem do kamery. Po nakręceniu krótkiej relacji popłynęli za mną. Zwolnili. Zapewne po to, by nie narazić mnie na fale. Przyglądali się przez chwilę, jakby zamierzali mnie skontrolować. Dokumenty miałem plecaku, który wcisnąłem do schowka na rufie. Żadnych szans, by po nie sięgnąć na chybotliwym kajaku. Kapok zamiast na grzbiecie leżał na foteliku. Dzięki temu siedziałem wyżej i wiosłowałem rękami opuszczonymi do bioder. Nauczyłem się tego sto lat wcześniej podczas pierwszych wielokilometrowych wypraw kajakowych… Policjanci dali za wygraną. Wyprzedziwszy mnie, przyspieszyli i odpłynęli z hałasem, rozbryzgując fale, do portu praskiego za mostem Świętokrzyskim.

Centrum Nauki Kopernik

Minąłem Stadion Narodowy, którego konstrukcja wychylała się znad drzew skrywających ścieżkę spacerową. Zająłem się robieniem zdjęć nieoficjalnej dzielnicy Warszawy – warszawskiej Wisły.

Stare Miasto spod mostu Śląsko-Dąbrowskiego

Spod kolejowego mostu Średnicowego fotografowałem elegancki most Świętokrzyski, którego filar z rozpiętymi linami podtrzymującymi przęsło odbijał się w wodzie. Potem uwieczniłem nowoczesną bryłę Centrum Nauki Kopernik i zaraz za nim budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Płynąc do mostu Śląsko-Dąbrowskiego (dawnego mostu Kierbedzia), fotografowałem Stare Miasto. 

Śmieszka
Towarzyszyły mi dzikie kaczki, wrony, kawki, mewy i rybitwy, wzniecając zamieszanie na plażach praskiego brzegu.

Gdy rzeka huśta

Musiałem uważać. Rzeka zaskakiwała wirami i nieoczekiwanymi falami, gdy chaotyczny nurt odbijał się od nierówności dna. Trzymałem się toru wodnego. Płynąc przy brzegu, mogłem natknąć się na rumowiska przykryte wodą albo na mielizny. Kajak wydawał się solidny, ale na przeszkodzie mógł utknąć albo i się wywrócić. Nawet wodne zwierzęta i ptaki bywają narażone na kaprysy prądu ujętego w karby wałów przeciwpowodziowych po praskiej stronie, kamiennych bulwarów Powiśla; ściśniętego przez sponiewierane powodziowymi wezbraniami opaski, wędrujące mielizny piachu, zalegający gruz z ruin starej Warszawy, resztki metalowych konstrukcji…

Zamek Królewski

Spod mostu Śląsko-Dąbrowskiego zacząłem fotografować Zamek Królewski i Stare Miasto w jaskrawym świetle słońca. Sesja trwała krótko. Nurt niósł szybko, nie dając czasu na wybór ujęć i kadrowanie. Mogłem dobić do plaży La Playa, lecz w głowie miałem tylko jedno – dotrzeć najszybciej jak się da do rezerwatu Łachy Kiełpińskie. Który fotografowałem wcześniej tylko z brzegu o świcie.

Most Gdański, za nim kolejowy przy Cytadeli

Minąwszy Stare i Nowe Miasto, zbliżyłem się do mostu Gdańskiego. Nurt rzeki był ciągle zaskakująco wzburzony, kapryśny, chociaż nigdzie nie wiało. Czułem pod siedzeniem każdą falę i każde zawirowanie napierające na kadłub kajaka. Musiałem godzić chęć fotografowania z utrzymaniem kierunku i równowagi. Cieszyłem się jednak perspektywą dalekiej wycieczki. Czekało mnie prawie czterdzieści kilometrów spływu z prądem Wisły pod prażącym słońcem.

Elekrociepłownia Żerań

Za mostem Gdańskim i sąsiadującym z nim mostem kolejowym przy Cytadeli otwiera się bardziej zadrzewiony odcinek Wisły. Murów carskiej twierdzy praktycznie nie widać przez szpaler drzew na podniesionym wybetonowanym brzegu. Drzewa po prawej ręce zasłaniają obiekty przemysłowe Żerania. Jedynie elektrociepłownię widać w całej okazałości w perspektywie rzecznej doliny. Najpierw ujawnia się w prześwicie między filarami i pod dwupiętrowym przęsłem (dolną częścią poprowadzono torowisko tramwajowe, górną zaś jezdnię dla samochodów). Potem za mostem dominuje w obrazie rzeki, przygniatając prawy brzeg bryłami przemysłowych obiektów, kominami, słupami sieci energetycznej.

Pod opieką policji rzecznej

Przy podniesionym poziomie wody trzeba uważać na kipiel wzniecaną przez zalane ostrogi. Woda przewala się nad głazami i kawałami betonowego gruzu, ale większość nurtu ukryta pod wzburzoną powierzchnią odbija ku środkowi. W tym miejscu Wisła sprawia wrażenie górskiej rzeki. Widok dziwi i niepokoi.

Most Toruński na trasie Armii Krajowej

Za ostrogą rzeka pozornie traci rezon, niosąc kajak w kierunku mostu Toruńskiego. Niski stan wody – bywa – odsłania głazy narzutowe zalegające dno na całej szerokości, i – niekiedy – porzucone przez Szwedów elementy architektoniczne, które zrabowano z pałaców Warszawy okupowanej podczas potopu szwedzkiego. Kilka lat wcześniej, w czasie skwarnego lata, które nieomal wysuszyło rzekę, owe znaleziska budziły sensację. Dzisiaj widziałem tylko zawirowania nad nimi.

Pod przęsłami mostu Toruńskiego

Za Cytadelą i Centrum Olimpijskim Wisła wycisza się. Ze zdumieniem odkryłem, że od startu spod mostu Łazienkowskiego nie upłynęła jeszcze godzina, chociaż mało co wiosłowałem, sięgając często po aparat. Pomyślałem więc, że w Modlinie będę szybciej, niż zakładali organizatorzy wycieczki. Ci, z którymi wypłynąłem, zamarudzili gdzieś po drodze. Straciłem ich z oczu.

Pierwsze oznaki dzikości - rybitwy

Za mostem Toruńskim perspektywę rzeki urozmaicają pierwsze porastające niewielkie wysepki kępy wierzb, łozy, młodych topól i klonów jesionolistnych, przywleczonych z Ameryki Północnej. Owe klony zaczynają dominować w łęgowych lasach i na wiślanych wyspach. To gatunek inwazyjny. Rodzime drzewa bronią się z niejakim trudem przed jego niepohamowaną plennością. Tylko bobry potrafią je skutecznie trzebić, obalając całe zagajniki i udostępniając przestrzeń innym zwierzętom.

Wieże kościoła pokamedulskiego nad Wisłostradą

W sąsiedztwie ruchliwej Wisłostrady, tutaj przeprowadzonej estakadą wzdłuż Lasku Bielańskiego i pod wieżami kamedulskiego kościoła obok Akademii Teologii Katolickiej, spotykam nieoczekiwanie siwe czaple na piaszczystym wzniesieniu rzecznej kępy; uwijające się mewy, rybitwy, krzyżówki; śmigające jaskółki brzegówki… Po drugiej stronie mijam elektrociepłownię i wejście do rzecznego portu na Kanale Żerańskim… Ot taki chaos, w którym obiekty przemysłowe, ruchliwa trasa wylotowa z Warszawy i most Północny sąsiadują z nie poddającą się regulacji rzeką, pełną dzikiego życia…

Jeszcze Wisła warszawska...

i jeden z jej mieszkańców
 
W przelocie na nowe łowisko

Podziwiając rzekę

Skończywszy z czaplą, próbowałem fotografować kormorany.

Pierwsze wyspy

Kormoran na głazie narzutowym
Kormoran spłoszony

Te ptaki budzą ambiwalentne uczucia. Z jednej strony są wytrawnymi drapieżnikami, skutecznie polującymi na wiślane ryby, z drugiej wyglądają niezgrabnie, gdy przesiadują na omywanych wodą głazach, pniach albo konarach drzew, które ugrzęzły na mieliznach. Z jednej strony spotykasz królewskie spojrzenie bystrych oczu, szmaragdowozielonych u dojrzałych ptaków, brązowych u młodzieży, z drugiej widzisz prozaiczne kacze łapy u spodu. 

Kormorany w przelocie


Kormorany należą do ptaków wędrownych, lecz skuszone łatwością przeżycia zimy w Warszawie i okolicach coraz częściej rezygnują z jesiennych odlotów. Wędrując, tworzą stada liczące po kilkaset osobników. Wzlatując ponad Wisłę, potrafią zacienić krajobraz. 








Arystokratyczny wygląd  podkreślony smokingiem ciemnego upierzenia nie konweniuje z nieprzyjemnym krakaniem i ze stadnymi zachowaniami, które jako żywo kojarzą się z wyjściem kibiców Legii albo Polonii po przegranym meczu. Szybko latają. Są bystre, inteligentne.

Stadne polowanie

Potrafią wspólnie polować. Byłem świadkiem takich zachowań w rezerwatach środkowego biegu Wisły.  












Debata

Po polowaniu zasiadają na konarach i rozpościerają skrzydła ku słońcu, by je wysuszyć. Jeśli robią to stadnie, wówczas przywodzą na myśl widok plaży pełnej ludzi, albo obraz posiedzeń polskiego parlamentu. Ustawione w jednym rzędzie zdają się debatować.



Kormorany z poczuciem piękna

Obecność kormoranów w krajobrazie jest zapowiedzią nieoczekiwanych przeżyć, często refleksyjnych, czasem ulotnych, ledwo uchwytnych w ułamku sekundy, wymagających od obserwatora nieustającej czujności. Minimalnie spóźnione naciśnięcie migawki odbiera zdjęciu ów subtelny nastrój, którego nie da się już nadrobić. Jeśli jednak trafisz, wrażenie bywa zaskakujące. Jak wówczas pewnego wrześniowego spaceru zamgloną wiślaną plażą w świetle wschodzącego słońca, w krajobrazie gasnącym pod naporem nadbiegających z północy zimowych chmur.








Pod przęsłami mostu Północnego


Za ostatnim warszawskim mostem (Północnym oficjalnie nazwanym mostem Marii Curie Skłodowskiej), który sfotografowałem kilka lat wcześniej po zakończeniu montażu przęseł przyholowanych Wisłą z Gdańska, płynąłem najpierw obok odnowionego wierzbowego łęgu, sztucznych ptasich wysp urządzonych na zacumowanych barkach (to jedna z inicjatyw Warszawskiej Wisły, sprzyjająca podtrzymaniu dzikiego życia w obrębie miejskiej zabudowy) i w sąsiedztwie Lasu Młocińskiego objętego ochroną w formie użytku ekologicznego.

Sztuczne wyspy dla rzecznych ptaków
Białodrzew nad kolonią jaskółek brzegówek

Brzegóweczka przed norką z pisklętami

W sąsiedztwie parku Brühla


Nie widziałem jednak imponujących topól, kasztanowców, lip, jesionów samego lasu i parku wokół Pałacu Brühla, pamiętającego wizyty rodzimych monarchów Augusta III Sasa i Augusta Poniatowskiego. Brzegi okazały się zbyt wysokie. W ich podmywanych kilkumetrowych skarpach brzegówki urządziły niewielką kolonię pod osłoną mierzwy zarośli i krzaków, które chronią przed ciekawością wścibskich ludzi.

Panorama Wisły

Zmierzałem ku liniom energetycznym przerzuconym w poprzek Wisły między Burakowem i Łomiankami a Tarchominem. Stalowe kratownice wysokich słupów robiły wrażenie. 

Dźwigając księżyc
Nad jednym z ramion dostrzegłem sierp księżyca uciekającego przed słońcem. Jeszcze kilka dni i księżyc przeszedłszy fazę nowiu zacznie tyć do pełni…

Jeszcze nie jestem sam

Początek rezerwatu Ławice Kiełpińskie
Minąwszy zabudowania Burakowa, wpłynąłem w granice rezerwatu Ławice Kiełpińskie. Ujrzałem w oddali pierwszą wyspę, rzeczną kępę, której początek wieńczą uschnięte drzewa zniesione przez wezbraną wodę. To tutaj fotografowałem z łomiankowskiej skarpy kormorany na tle domów osiedla w Nowodworach, a wracając do samochodu słuchałem derkaczy na rozległych łąkach między wodą a wałem przeciwpowodziowym chroniącym Łomianki.

Egzotycznie mi

Trafiłem wreszcie do rezerwatowej części Wisły. Poczułem… egzotykę. Spodziewałem się samych fajnych wrażeń pogłębionych wspomnieniami obrazów rzeki fotografowanej o świcie. Wyniosła kępa rozdzielająca nurt na równorzędne odnogi jest pierwszym wyraźnym akcentem krajobrazu Ławic Kiełpińskich. Dalej było już tylko piękniej.

Gdy rzeka uwodzi pozornym bezruchem
Z otoczenia zniknęły ślady miejskiej architektury. Rozpanoszony między wałami przeciwpowodziowymi a rzeką łęg topól, jesionów, głogu, wszędobylskich wierzb, klonów i podszytowej łozy utkanej od spodu mozgą trzcinowatą i nawłocią, pochylający się nad wodą z podmywanych brzegów chmurą majowego listowia, odciął mnie od świata. W dolinie byłem tylko ja i Wisła. Zanurzałem się w ten właściwy, najbardziej pożądany nastrój samotnej wędrówki kajakiem.

Ostatni dom
Szeroko rozlana rzeka jakby zwolniła. Powierzchnia wody wygładziła się. Płynący po niej topolowy puch zastygł. Odkładając wiosło, miałem złudzenie, że świat zamierał w bezruchu, a kajak stawał w miejscu. Jak na jeziorze w chwilach flauty. Wystarczyło jednak spojrzeć poza najbliższe otoczenie, by zobaczyć przesuwające się w oddali drzewa i dachy domów za wałami. Wisła, aczkolwiek stonowana, płynie jednak nieustępliwie. 

Martwa natura
Ledwo zbliżysz się do brzegu, spojrzysz na zanurzone konary i wykroty drzew, zobaczysz wodę, która swarzy się, kipi, wiruje, wznieca pianę…










Dziki na wyspie

Zmierzając do centrum rezerwatu, szukałem miejsc, z których o świcie fotografowałem krajobraz, bobry, łabędzie, przeprawiające się watahy dzików, boczne odnogi pod ścianami gęsto rosnących drzew: pomnikowych topól czarnych zwanych sokorami, podobnych do nich topól kanadyjskich, kruchych topól szarych i urodziwych białodrzewów porastających skarpy brzegów i wysokie kępy.


Pod opieką starej wierzby

Ławice Kiełpińskie o wschodzie słońca

Sokora
Nawet nie próbuję szukać różnic między tymi topolami. Wystarcza mi wiedza, że czarna (nazywana też sokorą, sokorzyną, jasiokorem), typowe drzewo wiślanego dzikiego łęgu, dożywa 150 lat, rosnąc do 30 metrów na zalewanych okresowo siedliskach rzecznych. Topola kanadyjska to mieszaniec rodzimej topoli czarnej z amerykańską, szybciej i trochę wyżej rosnący.

Tajemnicza odnoga Wisły

Uśpiony – zdawałoby się – nurt przybierał na sile, gdym podpływał do czoła mijanych wysp. Musiałem zawczasu wybierać odnogę. Spóźniona reakcja pozbawiała szansy na zwiedzenie interesujących zakątków. Tak właśnie utraciłem możliwość spływania wzdłuż parku wokół dawnej posiadłości Poniatowskich w Jabłonnie, dzisiaj pałacu Polskiej Akademii Nauk – mojego ulubionego miejsca nad zakolem Wisły, w którym rzeka zmienia kierunek z północnego na zachodni. Prąd wody zepchnął mnie pod lewy brzeg, wcisnął w wąską odnogę. Kajak szorował dnem po mieliźnie. Zamiast fotografować sięgnąłem po wiosło, by nie osiąść na grząskim mule.

Kaczor cały on i "jego" śmieć w rezerwacie

Zakątek okazał się kameralny. Za kępą rzeka rwała do Modlina. Tutaj zaś panowała cisza. Kaczor siedział w kępie trawy w towarzystwie porzuconej… plastikowej butelki… Długo wytrzymał. Odpłynął, gdy niesforny kajak otarł się o pędy zalanej łozy…

Ścieżką brodu

Wypłynąwszy z płytkiej odnogi, wpadłem na kolejną przeszkodę – zalany próg usypany z kamieni. Wybrałem fragment, gdzie woda spływała obfitym prądem. Tam przepłynąłem na rozlewisko, odkrywając ścieżki wydeptane przez zwierzęta, które przechodziły z brzegu na kępę wypełnioną majowymi zaroślami… To miejsce uwieczniłem wcześniej pobudzającym wyobraźnię zdjęciem w porze brzasku.

Brzask nad Ławicami Kiełpińskimi

Zapach rzeki
Wokół unosił się niezwykły zapach rzeki – kwintesencja zapachów wartkiej wody, ziół kwitnących w runie łęgu, kwiatów klonów i wierzb, topolowych kotków i nasyconych lepką żywicą łusek… Ale jak opisać zapach? Nie umiem. Mogę zaledwie wskazać zdarzenia, którym ten zapach nierozłącznie towarzyszy – wędkowanie, spacer brzegiem, spływ kajakiem, tratwą, łodzią o świcie albo o dojrzałej porze dnia spłukiwanego przelotnym deszczem… Kto tego doświadczył, ten wie.

Gdy łęg śpiewa

I muzyka łęgu. Nieustający wiosenny koncert. Sycący powietrze kwantami i nutami dźwięków, z których ucho wyławia solowe popisy trzcinników, kosów, słowików, czyżyków, sikor, pokrzewek, karmazynowych dziwonii, trznadli, kapturek… 

Gąsiorek
Dobiega zewsząd: z łęgowego runa ożywionego słonecznym światłem; z podszytu drzewek, krzaków kaliny, głogu, łozy, kęp jeszcze wysuszonej nawłoci; w końcu z koron surrealistycznych topól, poskręcanych wierzb, pleniących się klonów jesionolistnych i rzadszych zwyczajnych… 
















Solista

Czasem ten koncert bywa rozbity dysonansem – przenikliwym trex, trex, trex derkaczy dobiegającym z łąk, monotonnym szyciem świerszczaków i strumieniówek, stawiającym na baczność wszystko co żyje wrzaskiem sójek, pokrzykiwaniem dzięciołów znaczących głosem swoje terytoria…

Wisła w złotej godzinie

O świcie fotografuję pod słońce, próbując uchwycić nastrój mgieł tańczących nad wodą, kolorów, cieni, kontrastów wzniecanych przez smugi cienia i światła, rozpuszczonego tła dalekich planów…

Architekt

Śniadanie z bobrem

Czyham też na bobry władające rezerwatem niczym wytrawni architekci krajobrazu przestrzenią środowiska; na dziki przełażące na wyspy przez boczne odnogi rzeki w poszukiwaniu bezpiecznej kryjówki…

Tęcza

Malownicza wyspa

W jaki sposób krajobraz rzeki odbierali oryle prowadzący tratwy do Gdańska w okresie handlowej prosperity wiślanego szlaku? W Ławicach Kiełpińskich dostrzegam wiele historycznych kontekstów. Bliskość Jabłonny i byłego pałacu Poniatowskich w niezwykłym parkowym otoczeniu odciska nieomal egzystencjalne piętno na rezerwacie.

Grill wodniaka

Pusto


Ławice Kiełpińskie

Mijałem ogołocone z zarośli kępy. Domyślałem się, że trzebież nadmiernie rozrośniętych drzewiastych zarośli służy mewom, rybitwom, brodźcom, sieweczkom… Bez odsłoniętego piasku i odpornych na suszę niskich roślin nie byłyby w stanie znieść jajek i dochować się młodych.




Miasteczko

Uważne oko wypatrzy mieszkańców
 
Mijałem pełne gwaru piaszczyste mielizny i zastoiny błotnistej wody. Na pozór puste, nieciekawe, brudne... Dopiero film przyrodniczy o warszawskiej Wiśle z Andrzejem Kruszewiczem w roli narratora uświadomił mi bogactwo rzecznego życia. Uwrażliwił na najdrobniejsze jego przejawy.

Mielizna

W pobliżu wysp i na mieliznach zalegały  pióra pierzących się ptaków. Odsłonięty muł odstręczał od przybijania do brzegu. Rezygnowałem z pozornych okazji do rozprostowania nóg po wielogodzinnym siedzeniu w ciasnym kajaku.

Płynąc wzdłuż niewidocznej Jabłonny

Łęgowy las

Krajobraz z upadłym drzewem

A słońce griluje

Zarośnięta odnoga Wisły

Z łęgu i przybrzeżnych łąk dobiegał krzyk zwaśnionych kogutów bażantów, donośne świdrujące trex trex trex derkaczy pilnujących ukrytych w bujnej trawie rewirów. Podpływając do pochylonych nad wodą drzew, słuchałem godowego śpiewu ptaków, werbli dzięciołów ukrytych wśród konarów, ożywczego kukania, przejmujących niczym płacz dziecka krzyków czarnych dzięciołów… 

Owemu koncertowi towarzyszył nieustający plusk wody podmywającej brzegi, z których osuwała się ziemia, odsłaniając plątaninę korzeni, i opływającej pnie i gałęzie powalonych drzew, odsłonięte głazy lub kamienne ostrogi kierujące nurt na środek rzecznego koryta…
 

Kolejna kępa pomnikowych topól

Gęstwa

Topola nad norą bobrów

Krajobraz wydaje się monotonny. Po kilku godzinach spływania w piekącym słońcu nuży. Daleka perspektywa obiecuje żmudną wędrówkę. Z nastroju zniechęcenia może uwolnić jedynie postój na jednej z wysp, przerwa na posiłek, odstawienie wiosła i zmiana rytmu... 

Zakątek rapy

Po kilku godzinach nadchodzi znużenie
Albo gwałtowny rozbryzg wody towarzyszący wyskokowi drapieżnej rapy polującej na wszystko, co się rusza na powierzchni, lub pobudzonego suma, który zechciał na chwilę opuścić kryjówkę pod pniami zatopionych drzew czy przytulną jamę w rzecznym dnie. Owe rozbryzgi powtarzały się jakiś czas, gdy mijałem ujścia niepozornych bocznych strumieni Wisły albo grożące osunięciem skarpy wyrywanego brzegu.

Mama nurogęś i dziateczki


Do kryjówki
Brzegówki

Spotykając kępy i mielizny, starałem się płynąć blisko ptasich kątów. Niektóre fragmenty pionowych brzegów zostały zajęte przez brzegówki. Jaskółki uwijały się nad wodą, polując na owady i znosząc je do licznych norek w miękkiej ziemi pod czapami darni, z których dobiegało natarczywe kwilenie piskląt. 


Osypisko z norką zimorodka pod darnią
Tam, gdzie osypujące się skarpy były zacienione przez drzewa, dostrzegałem pojedyncze owalne norki zimorodków. 










Kosmopolityczna kolonia
Podpływając do mielizn, przyglądałem się hałaśliwej egzystencji mew, rybitw, sieweczek i… gołębi grzywaczy... Tworzyły wspólne kolonie, broniąc się razem przed drapieżnikami. Lecz gołębie w tym towarzystwie?... Chyba tylko dla godów i jedzenia, bo przecież nie z potrzeby gniazdowania. Budują gniazda  wysoko na drzewach, w rozwidleniach gałęzi…

Śmieszki

Grzywacze

Na wybiegu

Gniazdo na wysokości zadania

Brzegówka

Martwa natura

Drzewa umierają stojąc
Rzeka żyje i nieustannie przekształca krajobraz. Łęg wypełniają umierające drzewa. Martwe pnie zamieniają się w pełne artystycznego wyrazu kikuty, ostatnie dowody dawnej świetności. Albo unoszą ku niebu poszarzałe od deszczu i wiatru surrealistyczne konary. Patrząc na nie z bliska, można dostrzec liczne dziuple, pęknięcia pni, kępy pasożytujących na korze grzybów, sznury dzikiego chmielu… Wszystko to jest tworzywem i ekosferą bujnego życia… 

















Rezerwat Kępy Kazuńskie

Matecznik czarnego bociana

Bogactwo łęgu

Kępy Kazuńskie
Łęg bywa porównywany z podzwrotnikową dżunglą. W majowym słońcu wegetacja doznaje ogromnego przyspieszenia. Łęgowi sprzyja żyzna gleba, mnóstwo wilgoci, bogactwo flory i fauny niespotykane w innych leśnych siedliskach… W łęgu życie roślin, aczkolwiek trwa krótko, jest niezwykle ekscytujące…


Siwa wrona w czatowni

Mądrala, czegoś szuka

Po minięciu Dziekanowa rezerwat Ławice Kiełpińskie przechodzi w rezerwat Kępy Kazuńskie, który ciągnie się wzdłuż zasłoniętych przez łęgowy las zabudowań Nowego Dworu aż do ujścia Bugo-Narwi w Modlinie. Płynąc pod prażącym z góry słońcem, trzymając się lewego brzegu, wpadając chwilami w cień niezwykłych drzew na krawędzi podmywanych skarp, fotografowałem tracze z pisklętami, rybitwy, wyniosłe topole urozmaicające brzegową linię, osypiska gruntu, odsłaniające mozaikę nasypanych przez lata pofalowanych warstw piasku i mułu.

Mozaika

Broda sokory
W niektórych miejscach obnażone korzenie zwieszały się ku wodzie brodami, maskując wejścia do nor bobrów…

W cieniu łęgowego lasu

Wisła niosła mnie o wiele szybciej, niż myślałem. Zapomniałem o pozostawionych daleko z tyłu współtowarzyszach wędrówki. Byłem sam na całej rzece. Oddawałem się obserwacjom, żałując, że to nie złota godzina świtu i wschodu słońca. Odsłonięte przedramiona piekły, chociaż ręce zdawały się już mocno opalone w tym roku. Słońce prażyło z bezchmurnego nieba.

Cmentarz drzew

Trzymając się cienia i sąsiedztwa drzew, które zsunęły się do wody, ujrzałem czarnego bociana. Kołował nad głową. Nie potrafiłem jednak go namierzyć obiektywem. Wrażliwy na każdy kaprys nurtu kajak kręcił się w kółko. Zmęczone ponad trzydziestokilometrowym spływem ręce z trudem unosiły aparat do góry. Szyję przeszył paskudny skurcz… 

Tu bocian zniknął
Bocian, nie czekając, aż się ogarnę, majestatycznie poszybował za korony drzew. Już nie wrócił. Był uroczy w tym swoim czarnym smokingu z białą kryzą pod szyją.

Bielik

Znad prawego brzegu, nad którym góruje komin miejskiej ciepłowni w Nowym Dworze, przyleciał bielik. Tym razem go skadrowałem. Przeleciał w poprzek Wisły i zniknął gdzieś w łęgu przede mną. 









Tu gdzieś się zaczaił
Myślałem, że go już nie zobaczę. Jednakże kilkaset metrów dalej ptak poderwał się z konara nad kajakiem i zatoczył ciasne koło. Złapałem go obiektywem. Próbowałem panoramować. Kajak jak na złość znów zakręcił na wodzie. Nieudane zdjęcie utrwaliło bielika w prawym dolnym rogu…

Bielik w dolnym prawym rogu zdjęcia

Najdziwniejsze to, że bocian i bielik polowały na wysokości ukrytych za drzewami zabudowań Osiedla Młodych.
Gdyby nie komin, nie zdawałbym sobie sprawy, że całodniowa wyprawa dobiegała końca.

Wrażeń jednak nie ubywało. Przed mostem zaprojektowanym przez Eugeniusza Hildebrandta i wybudowanym w 1911 roku ujrzałem wyspę zarośniętą przez wysokie drzewa oplecione dzikim chmielem. Niektóre kształty zarośli skojarzyły mi się z wiedźminami Andrzeja Sapkowskiego…  

Wiedźmin
Kolejna wiślana kępa, ogołocona z drzew, okazała się kolonią mew i rybitw. Dając się nieść nurtowi ku odległej pogłębiarce, portretowałem ptaki polujące na płyciźnie i wysiadujące jajka w gniazdach na wzniesieniu. Jak one wytrzymywały ukrop spływający z bezchmurnego nieba?...

Nowodworska kolonia

Ptasi suk (bazar)

Modelki

Co by tu kąsić?

Gdy pomysłów brak

trzeba się rozejrzeć

Pod mostem inżyniera Hildebrandta w Nowym Dworze

Twierdza Modlin

Most Hildebrantdta
Górująca nad wodą twierdza Modlin, zbudowana na rozkaz Napoleona i rozbudowana przez Rosjan po upadku Powstania Listopadowego, której gmachy wzniesiono na wysokiej nadrzecznej skarpie, wzmocnionej potężnymi murami oporowymi; 








most autorstwa Hildebrandta nazwany potem imieniem Józefa Piłsudskiego; w oddali kolejny most obwodnicy Modlina i Nowego Dworu, przenoszący krajową siódemkę do Gdańska…; 






















Forteczny spichlerz
w końcu odsłaniające się powoli ujście Bugo-Narwi, gdy podpływałem do malowniczych ruin Spichlerza na cyplu u zbiegu rzek… to wszystko zwiastowało nieuchronny koniec wycieczki.











Forteczna sztukateria

Spichlerz z ujścia Bugo-Narwi
Stare mury spichrza wyłaniały się tajemniczo spomiędzy rosochatych topól ściskających ziemię u podnóża popadającej w ruinę budowli. Fotografowałem bramę z płaskorzeźbami, pilnując, aby Wisła mnie nie porwała i nie poniosła do Wyszogrodu. 

Forteczne koszary zamienią się w luksusowe osiedle

Mały Leningrad

Potem ujrzałem ścianę długiego budynku koszarowego. Wznosił się nad nurtem Bugo-Narwi i odbijał w lustrze ospałego nurtu. Pomyślałem:
- Mały Petersburg…

Miejsce dotknięte burzliwą, pełną wojennych epizodów historią, mogące uchodzić za panteon uporczywej walki o polskość, po dwóch wiekach oddane w komercyjne ręce…

Koniec trasy - most Pancera

Kajak zdałem w przystani Dylewskiego. Właściciel usłyszawszy skąd przybyłem, zaczął zachęcać do spływu w kierunku Płocka. Pokazał zdjęcie wiślanego klifu. Stwierdził, że to co zobaczyłem, zaledwie nieśmiałą przygrywką do prawdziwej przygody na prawdziwie dzikim odcinku Wisły.

Cóż. Wyobraźnia zaskoczyła…