sobota, 13 maja 2017

Od ujścia Jeziorki po wschód słońca



Uwiel­biam pros­te przy­jem­ności, to os­tatni azyl dla skomplikowanych ludzi. Oskar Wilde.

Ujście Jeziorki





Wyszedłszy z samochodu trafiłem na niesamowity koncert. Za którym stęskniłem się po wielu nieomal zimowych dniach maja. Ptaki nasyciły dźwiękami mokry łęg. Kiedy weń wszedłem, rozgarniając mokrą trawę, nogawki spodni przemokły na skroś. Wąska ścieżka przywiodła na skraj osypującej się skarpy podmywanego brzegu.

Ujście Jeziorki

Jeziorka wezbrała. Spływając z kamiennego progu pod nowym mostem w Obórkach, uderza silnym prądem w prawy brzeg. Od początku wiosny wypłukała sporą zatokę, po której kręci się kilka bobrów. Dzisiaj też je widziałem na końcu ujścia. Zmagały się z wezbraną Wisłą, której poziom od zeszłego miesiąca mocno się podniósł. Pomyślałem:
- Dobrze że nie wybrałem na foto-sesję Wysp Świderskich. Na pewno są zalane…

Księżyc nad Jeziorką

Zamglony księżyc zachodził nad Jeziorką ujętą w karby przebudowanych wałów przeciwpowodziowych. Słońce czaiło się za drzewami drugiego brzegu rozlanej Wisły. Welony przezroczystych chmur, mgiełki pod łęgiem, przenikliwa wilgoć nieruchomego powietrza… to wszystko tworzyło nastrój nadchodzącego spektaklu.





Kolory nieba zwiastowały kolejną zmianę pogody. Być może burzę za dnia. Póki co było komfortowo.


Zapowiadał się długi i malowniczy wschód. Przebrnąwszy między drzewami pogryzionymi przez bobry, spłoszywszy szpaki i kosy, stanąwszy na usypanym z połamanych kawałów zbrojonego betonu progu, który załamywał silny prąd rzeki, odrzucał od brzegu, wzniecając spienione fale, wiry, warkocze na powierzchni wody, zacząłem patrzyć w kierunku słońca, dziwiąc się jego… nieśmiałości.


Powinienem już dawno ujrzeć tarczę między topolami prawego brzegu Wisły. Jednakże chmury skutecznie rozmyły jej kontur, zamieniając w abstrakcyjną, pozbawioną kształtu plamę. To było coś nowego.


Przelatujące ptaki wnosiły w krajobraz ożywienie. Trzymały się przeciwległego brzegu. Jakby tam było bezpieczniej. W oddali dostrzegłem grupę kormoranów konferujących na pniu wielkiego drzewa, które utknęło na mieliźnie. Musiałbym dojechać do Ciszycy, by móc je fotografować z bliska.

Rybitwa polująca






W pobliżu polowała para rybitw. Ptaki zawisały nad wodą, zagarniając skrzydłami powietrze pod siebie, namierzały ryby, a potem pikowały ku wodzie. Prawie za każdym razem unosiły w dziobie zdobycz. Nie miały na szczęście konkurentek – mew, które często napadają słabsze rybitwy i przechwytują zdobycz w locie. Z trudem namierzałem je obiektywem, chociaż polowały tuż obok w zacisznym kącie między brzegiem a niewielką trawiastą kępą osłaniającą zatoczkę przed naporem wezbranej Wisły.

Mewa

Nie potrafiłem zlokalizować ich gniazda. Musiało być po drugiej stronie Wisły, tam gdzie odsłonięta plaża po północnej stronie wyspy.





Bobrów jak na złość nie dostrzegłem, mimo widoku świeżo zgryzionych pędów i pni klonów jesionolistnych. Traczy też nie zobaczyłem. O tej porze zwykły przesiadywać na piasku z pisklętami. Dzisiaj mieliznę przykrywała woda…







Cóż. Pozostała estetyka chwili… Nawet insekty nie dokuczały… 






Piękno kocha samotnych wielbicieli…


Zakątki Wisły i jej mieszkańcy.





 


Sójka

Nastroszyła się...


Odleciała...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz