niedziela, 18 grudnia 2016

Wisła przedświąteczna na Wyspach Świderskich

Spacer drugi – Wisła z Wysp Świderskich


Sobie taka gmina


Nie mogłem spać w nocy. Wstałem jak tylko księżyc wrzucił srebrną poświatę do pokoju. 

Konstancińskie klimaty

Dosyć długo odmrażałem samochód, zaczęło się więc przejaśniać, kiedy ruszyłem nad Wisłę w Ciszycy przez Łęg (przejazd przez most nad Jeziorką był nadal zamknięty). 

Mgła nad Wisłą

Mgła wzbierała nad pradoliną Wisły już za Konstancinem-Jeziorną. Gdy dojechałem do lądowiska helikopterów TVN, wszystko wokół otulił nieprzenikniony całun. Minąwszy jakiegoś zawiedzionego fotografa, który wracał do samochodu, dźwigając nadaremno statyw i aparat z imponującym obiektywem, a potem z trudem odjeżdżał z pobocza drogi pokrytego zamarzniętymi kałużami, zszedłem z wału przeciwpowodziowego na piasek wysuszonej odnogi, nieopodal zamarzniętej tafli rozlewiska za zdewastowaną ostrogą.

Zeszklona rzeka
Wyspy Świderskie utraciły kolory. Dominował odcień błękitnej godziny, dając tło czarno-białej grafice grudniowego krajobrazu pokrytego patyną szronu i szadzi. Księżyc wisiał nad topolami łęgu i pól.


Róże Wisły
W kępie łozy ujrzałem wielkie róże boczniaków, które wyrosły na zagrzebanym w wiślanym piachu pniu i na korzeniach wikliny. Grzyby okazały się nad wyraz fotogeniczne. Fotografowałem je najpierw we mgle a później w świetle słońca rozpraszającego gęste tumany podczas powrotu z rozległej plaży Wysp Świderskich. 


Róża z boczniaków


Słońcem malowane
Róża
Po zejściu nad wodę straciłem nadzieję na spektakularny wschód słońca. Skupiłem się na bliskich planach. Po ostatnim wezbraniu dno pokrywały jedynie zeszklone kałuże. Zamarznięty na kamień piach trzeszczał pod butami, stawiając niewygodny opór. Stopy wykręcały się na nierównościach.


Malowidła z Nazka
Ze zdumieniem odkryłem, że Wisła znowu napsociła, urywając wielki fragment odsypiska po wschodniej stronie wyspy i wycinając ostre przemarznięte skarpy. Woda przybliżyła się do cmentarzyska starych drzew wyrwanych brzegom w górze rzeki. Jeśli to podmywanie będzie trwać, poczerniałe kłody popłyną dalej. Póki co fotografowałem oszronione osobliwe rzeźby pod kopułą jaśniejącej mgły, która rozpuszczała krajobraz, i malowane mrozem rysunki  przypominające wzory z pustyni Nazca. 

Wisła psoci minimalistycznie
Ryzykowałem upadek do wody, stając na przemarzniętej krawędzi piaszczystego urwiska. Powierzchnia wokół była poraniona rysami oddzielających się od skarpy osuwisk. Musiałem jednak. Fotografowałem niesione przez nurt figury z wodnej piany i piasku, wymodelowane przez wiatr i mróz. Przypominały powstające zimą twory na plażach jeziora Michigan.


Cóż to jest?

Barwy ochronne
 
Autoportret ?


Po dotarciu do podmytego skraju łęgu na wyspie i końca ścieżki (reszta zniknęła zmyta przez wodę) zawróciłem. Spatynowane szronem cmentarzysko drzew przyciągało uwagę. 

Rzeźby Wisły

To z wysiłku zalegania

Zmęczenie

Woda, mgła i tajemnica błękitnej godziny - tu nocował kormoran

Słońce skrada się za mgłą

Coś
Krajobraz jaśniał z każdą minutą. Grudniowe słońce wschodziło za woalem leniwych oparów mgły, wydobywając magiczne szczegóły zarośli, kreśląc przedziwne wzory, mamiąc grą światła i cienia.

Poświata

Minimalne środki artystycznego wyrazu

Deptałem zamarznięte ślady bobrów, saren, wodnego ptactwa… 

Wzeszło

Gdzieś nade mną przeleciały dzikie łabędzie. Usłyszałem jedynie świst ich skrzydeł... Wzdłuż brzegu zaś przemknął samotny kormoran w towarzystwie dzikich kaczek… 

Coraz jaśniej

W wartkim nurcie polowały bolenie, wzniecając rozbryzgi wody i wiry…


Szron i szadź
Opuściwszy brzeg rzeki i plażę zanurzyłem się w srebrzysty obraz oszronionej uschniętej trawy, krzaczastych zarośli, oddalonych drzew. Słońce uniosło się ponad wyspy i ozłociło grudniową grafikę wiślanego korytarza. 

Mrozem tkane

Lubię ten nastrój

Perski dywan królowej śniegu

Odwiedziłem jeszcze zatokę pod Ciszycą. Jej powierzchnię pokrywał przejrzysty lód. Uschnięte pędy chwastów zaścielające łęg zamarzniętym dywanem pękały z trzaskiem pod butami. Oszronione liście szeleściły podczas każdego kroku. Nie mogłem zachować ciszy, skradając się ku ptakom koczującym w płytkie odnodze nurtu rozdzielającego płachty odsłoniętego piasku. 

Myśli i patrzy...

Spłoszona czapla odleciała spod drzew na środek rzeki. Najpierw stanęła na mieliźnie. Po namyśle zaczęła pociesznie kroczyć w poszukiwaniu ryb. 

Podniosła nogę, czyżby coś było na rzeczy?
To, co brałem za zmacerowane przepływającą wodą i mrozem zarośla, okazało się stadem nocujących krzyżówek. Ptaki wystartowały, wszczynając zamieszanie. Nie skłoniły jednak czapli do odlotu. 

Popłoch
Wracając do samochodu, fotografowałem wał przeciwpowodziowy. Mienił się szronem w świetle coraz jaśniejszego słońca, stanowiąc ciekawy element urzekającego krajobrazu. Rzadko kiedy to miejsce prezentuje się w tak atrakcyjnie.
Szron i pozłota


Taka gmina nad Wisłą


Spływ kajakowy w grudniowej aurze byłby fascynujący. Zwłaszcza że ptaki z coraz większą niechęcią podejmują ryzyko migracji w cieplejsze strony, a zwierzęta uwielbiają łęg Wysp Świderskich.


Banalny kąt zyskuje w takiej aurze

sobota, 17 grudnia 2016

Wisła przedświąteczna

Spacer pierwszy – Wisła z brzegu Gocławia


Gruba Kaśka gocławska

Most i Kaśka

Most Siekierkowski


Polowanie na słońce nad Wisłą z brzegu Gocławia w pobliżu Grubych Kasiek i Mostu Siekierkowskiego zakończyło się krótkim spacerem.


W stronę centrum miasta
Warszawski manhattan
Wisła gocławska
Chwilowo pojaśniało


Najciekawsze okazały się tracze (nurogęsi), które już przywykły do obecności ludzi przechadzających się ścieżką wzdłuż betonowych umocnień. Elementy betonowe wcale nie okazały się trwałe. Wisła nie takim przeszkodom daje radę, gdy wzbierze. Jeśli nie spłucze wezbranym nurtem, to spokojnie podmyje.


Pani Tracz

Pani Tracz w kąpieli




Czupurka

Elegantka po wizycie u wizażystki


Pan Tracz w trakcie konsumpcji


czwartek, 24 listopada 2016

Wyspy Świderskie z brzegów Ciszycy



Wyspy Świderskie z brzegów Ciszycy

Samotny foto-łowca

Pośpiech upokarza. Nie wiem, kto to odkrył. Wiem, kto to wygłosił publicznie: - Beata Tyszkiewicz. Od lat doceniam wagę tego spostrzeżenia.

Wisła

Wisły nie da się oglądać w pośpiechu. Jeśli już muszę, to tylko dlatego, że fotografowana chwila – bywa – przemija zbyt szybko i może się nie powtórzyć. Zdążę, mam satysfakcję. Nie zdążę, cóż. Nie wszystko da się uchwycić w lot. Życie.

Wiślany klon

Grunt, że się dzieje, że jestem o świcie, że oddycham wiślanym powietrzem, że słucham listopadowego śpiewu rzeki i jej brzegów, że chłonę doznania, przeżywam innego rodzaju emocje, że zamyślam się… i że dobrze mi z tym.

"Nudny" łęg

Dzisiaj nie było przymrozku. Wiejący od kilku dni południowy wiatr na chwilę ucichł, oddając łęg ciszy przerywanej kwileniem budzących się ptaków i chrapliwym krakaniem czapli tkwiących w zaroślach rozległej mielizny. Przygotowawszy aparat zszedłem ścieżką pomiędzy drzewa łęgu i dotarłem nad wodę klinowatej zatoki, która powoli rozszerzała się na północ, odpychając coraz bardziej rozległą plażę Wysp Świderskich od skarpy, na której stałem.

Zatoka starorzecza


Przede mną brodził po płyciznach foto-łowca rzecznych ptaków, dźwigając aparat z teleobiektywem na trójnożnym statywie. Mężczyzna był zafrapowany każdą napotkaną kałużą, których wiele zostało po ostatnich jesiennych wezbraniach pomiędzy kępami wikliny i spłachetków wyschniętych rzecznych zarośli.

Samotny krzak

Woda w zatoce stała się przejrzysta. Widziałem wyraźnie pnie zatopionych drzew, samotny krzaczek, który wyrósł na grzbiecie starej kłody. Nie dostrzegałem jednak ryb ani bobrów, chociaż brzeg był w wielu miejscach rozdarty ześlizgami.

Ześlizg bobrów

Bobry tworzą zejścia ku wodzie, rozrywając darń na krawędzi brzegu i wygrzebując korytarze w jasnym wiślanym piasku. W ten sposób ułatwiają sobie znoszenie świeżych gałęzi ku rzece i wejściom do nor wygrzebanym w bezpiecznych miejscach, zwykle pod korzeniami wyrośniętych drzew albo w bardziej zwartym gruncie pod zaroślami wikliny.

Słońce wzeszło

Towarzyszyłem fotografowi jakiś czas, póki nie dotarł do północnego końca plaży. Rozdzielała nas coraz głębsza zatoka o wyjątkowo przejrzystej toni. Przepłoszone ptactwo odleciało bliżej ujścia Jeziorki i zaległo na płyciznach lub przesiadywało na wykrotach drzew, które utknęły na mieliznach przysypane na poły rzecznym piachem i mułem.



Świt jaśniał powoli. Słońce oświetlało napływające od zachodu ławice chmur, podnosiło łunę nad krajobrazem Wysp Świderskich. W końcu wynurzyło się spoza linii zamglonych drzew drugiego brzegu na wysokości Gass i w sąsiedztwie komina elektrociepłowni w Otwocku.


Zaczął się listopadowy spektakl barwiący powierzchnię nurtu, odciętych od rzeki kałuż, piaszczystych plaż, łanów wikliny, dywanów uschniętych chwastów i trawy.



Ścieżka wiodła skrajem zarośniętego brzegu. Z trudem przedzierałem się między krawędzią urywającej się darni, z której odpadały płaty i zsuwały się nieubłaganie do wody, a sprężystymi łodygami wikliny, głogu, odrastających pędów klonu jesionolistnego; przełaziłem nad bobrowymi ześlizgami wiodącymi do ogryzionych w głębi łęgu topól i wierzb. Chwilami obawiałem się, że spadnę ze ścieżki, stąpając po nadwątlonej darni obok pochylonych drzew.


Owa topola służyła niegdyś sejmikującym jaskółkom brzegówkom

Zdjęcia uświadamiają mi dzikość wiślanych brzegów. Czego człowiek nie zrobi dla kilku ujęć, które akurat w tej chwili zdają się frapujące i nie do powtórzenia później, gdy słońce wzejdzie wysoko.


Stara nawłoć

Od dłuższego czasu obserwowałem stadko nurogęsi. Pływały w zakolu brzegu, w miejscu, gdzie wartki nurt Wisły uderzał w uciszoną wodę zatoki, opływał mielizny i kłody tkwiące na płyciznach. Za traczami dostrzegłem czaple, kormorany, krzyżówki, mewy...

Ptasie SPA

Wzdłuż rzeki wędrowały stada drobnych ptaków. Gdyby nie pora roku, pomyślałbym, że to szpaki. Być może jednak one. Wielka rzeka ułatwia przetrwanie zimy, zwłaszcza podczas ostatnich kilku lat. Wszędzie przelatywały siwe wrony i kruki. Za plecami zaś krzyczały dzięcioły, uwijając się w konarach czarnych i szarych topól, białodrzewów, starych wierzb, klonów pozbawionych już na dobre listowia, oplątanych pędami dzikiego chmielu i kolczurki klapowanej.

Drugie życie drzew

Stopami deptałem sprężyste pędy dzikich jeżyn. Stąpanie ścieżkami nawet przez zwiędłe zarośla nie należy do przyjemności. Grozi upadkiem.

Tracze

Płoszyłem sójki, stadka szarych ptaków. Jedno z nich przeleciało przed obiektywem, gdy wychylony spomiędzy pniaków młodych klonów fotografowałem słońce wschodzące nad moją ulubioną świderską plażą.

Tracze

W końcu podszedłem po kryjomu nurogęsi, wśród których przeważały ubarwione jaskrawą bielą samce. Dopiero po chwili poderwały się do ucieczki, kierując się na południe. Wystartowały, pozostawiając po sobie serię rozbryzgów wody. Za nimi podążyły czuwające czaple i kormorany suszące jeszcze przed chwilą skrzydła  w coraz cieplejszych promieniach słońca.

Mój cypel


Wisła

Dotarłszy do cypla, za którym nurt rzeki wznieca długą cofkę (użyteczną dla kajakarzy płynących pod prąd – bywają tacy?), postanowiłem wrócić do samochodu pozostawionego w Ciszycy. Nie dotarłem jednak od razu. Jedna ze ścieżek skusiła, by jeszcze raz spojrzeć na zatoczkę i wyspę z rozległą plażą, gdzie żerują bieliki.

Widok z cypla bobrów i czapli

Nie zawiodłem się. Przepłoszone wcześniej czaple brodziły skrajem głównego nurtu Wisły. Miałem nadzieję, że będą pozować dłużej. Ptaki mają jednak niezwykle przenikliwy wzrok. Dostrzegą każdy zagrażający im szczegół otoczenia. Na nic odległość, na nic wtapianie się w otoczenie z poszarzałych zarośli łęgu. I tak mnie namierzą i odlecą razem z kormoranami, których czarne pióra odbijają promienie słońca, wzniecając egzotyczny nastrój.

Czaple na skraju plaży

Odlatują

Kormoran

Niegdyś nie przepadałem za przygaszonym listopadowym krajobrazem Wisły. Od kilku jednak lat doceniam wschody słońca, które wędruje nisko nad horyzontem, przedłużając czas złotej godziny, i nastrój tworzony przez powietrze zamglone jesienną wilgocią.

Listopadowa Wisła