wtorek, 31 stycznia 2017

Ostatni dzień stycznia 2017 roku nad Wisłą podwarszawską


Świt nad Wisłą pod Dębówką

Już pitagorejczycy zauważyli, że wiele zjawisk przyrodniczych można opisać za pomocą liczb. Jednakże przetwarzanie świata rzeczywistego na modele wirtualne wyrażane liczbami to domena ostatniego stulecia ludzkiej cywilizacji. Cyfrowy aparat fotograficzny to kolejne powszechnie dostępne narzędzie przekształcające otaczający świat na liczby (piksele zdefiniowane na matrycy za pomocą układu współrzędnych i koloru) – fizyczne potwierdzenie poglądów Pitagorasa, jego uczniów i następców utożsamiających przedmioty podlegające czterem żywiołom: ogniowi, wodzie, ziemi i powietrzu, z liczbami i abstrakcyjnymi elementami geometrii: liniami, płaszczyznami, bryłami, a w końcu za Einsteinem – także z czasem, czwartym wymiarem czasoprzestrzeni.

Słońce się skrada

Korzystając ze sprzyjającej pogody, pojechałem wykorzystać owo narzędzie do utrwalenia ostatniego w 2017 roku styczniowego świtu nad Wisłą między Dębówką a Podłęczem.

Zostawiwszy samochód na podjeździe nieczynnej przeprawy promowej, po której została wyłożona betonowymi płytami droga dojazdowa, poszedłem przez łęg a potem przez często zalewaną łąkę ku zatoce, w myślach nazywanej przeze mnie zatoką śmiałego bolenia. Owe ryby oglądałem tutaj wiele lat wcześniej, gdy Wisła toczyła mnóstwo wody. Przepływały nad kamienną opaską i żerowały w tarliskach pełnych młodego narybku, zaznaczając swoją obecność imponującymi skokami nad powierzchnią wody.

Krajobraz rzeki

Świt był dzisiaj pogodny, bezwietrzny. Mróz nie dokuczał. Lustro Wisły zdawało się niezmącone. Nieruchome powietrze było wypełnione śpiewem sikor, pokrzykiwaniem dzięciołów, kwileniem przelatujących mew, skrzypieniem przemrożonego śniegu pod butami... Łuna świtu szybko rozjaśniała krajobraz…

Krajobraz w kierunku Otwocka Wielkiego

Doszedłszy do północnego krańca zatoki czekałem na wschód słońca. Smugi kondensacyjne po przelatujących samolotach nabrały żywych barw tam, gdzie brzask był najintensywniejszy, lub srebrzyły się na północnej części nieba.

Zatoka śmiałego bolenia

Wnętrze rzecznej doliny ożyło. Wszędzie widziałem dzikie kaczki krzyżówki i tracze, pojedyncze kormorany, przelatujące stadkami mewy, kruki, gawrony… 

Para

Brnąc po kamiennej opasce i po lodzie, który osiadł na mulistym dnie zatoki, fotografowałem kępy drzew koło umocnień przeciwległego brzegu, łabędzie przepływające pod domem na palach, krajobraz, a w końcu samą kulę słońca…






Słońce wynurzało się powoli, z namysłem, pomiędzy koronami bezlistnych drzew drugiego brzegu, sycąc obrazy Wisły nastrojem głębokiej czerwieni. Najpierw ujrzałem rąbek tarczy, potem samą tarczę przesłoniętą rysunkiem konarów. W końcu słońce wzeszło ponad drzewa i rzuciło na nurt gruby warkocz światła.

Mogę patrzeć godzinami, ale świt trwa o wiele za krótko

Wędrujące ptaki nie zmierzały dzisiaj ku słońcu. Nie ożywiły zdjęć klasycznego wschodu, mojej najbardziej ulubionej pory dnia, podczas której odczuwam stan zespolenia z naturą.


Po sesji przekroczyłem zatokę, stąpając po grubym lodzie i wyszedłem na skarpę ścieżką bobrów. Poradziłem sobie z podejściem, chwytając sprężyste łodygi wszędobylskich klonów jesionolistnych. Kiedy jednak stanąłem na śniegu i pękających łodygach suchorośli, wypłoszyłem bielika, który czuwał na gałęzi samotnej topoli z dala od brzegu. Ptak poleciał nad rzekę. Nie potrafiłem wycelować obiektywem. Z żalem odprowadzałem go oczami w kierunku Gass, póki nie zniknął za gałęziami drzew w sąsiedztwie.

Rzeźba nurtu

Za południową kamienną opaską zatoki jest zakole wyrzeźbione przez Wisłę kilka lat wcześniej. Napierający nurt podmył skarpę, roztrącił narzucone ciężkie głazy i utorował sobie drogę ku wierzbom na pozostałej części grobli. 

Krajobraz rzeźbiony Wisłą

W ten sposób powstał jeden z najpiękniejszych – moim zdaniem – widoków w rezerwacie Łachy Brzeskie.


Uwielbiam to miejsce. Tu fotografowałem z bliska bobry, kaczki płaskonosy, łabędzie nieme i krzykliwe, stada wypoczywających kormoranów pospolitujących się z czaplami…
Tutaj omal nie zostałem poturbowany przez dzika. Przyparty do ściany zbitej w gęsty łan nawłoci, bez możliwości ucieczki, zbierał się do ataku, fucząc i przebierając przednimi łapami. Nie podchodziłem więc bliżej, zadowalając się zdjęciami zrobionymi z dystansu kilkunastu kroków.

Krajobraz Łach Brzeskich

Bielik na mieliźnie


Dalej zaczynają się mielizny i wyspy Łach Brzeskich, które fotografowałem kilka dni wcześniej. Na nieruchomej krze siedział kolejny bielik. Był daleko. Zdjęcie zamieszczam z kronikarskiego obowiązku. Na dowód, że rezerwat im sprzyja…


Dlaczego chodzę nad Wisłę? Zdjęcia tłumaczą wszystko.

Zasłyszałem ostatnio ciekawe spostrzeżenie. Świat zmusza nas do życia głównie przeszłością i przyszłością. Skoro oddaliśmy nasze życie rozpamiętywaniu przeszłości i żywieniu obaw z powodu możliwych zdarzeń w przyszłości, spychając chwilę bieżącą na margines, to tak naprawdę przestaliśmy żyć. Tymczasem – za Józefem Bańką, polskim prekursorem filozofii techniki (eutyfroniki) - świat ludzkiej natury jest przede wszystkim światem prostomyślności. W nim człowiek znajduje swoje miejsce i przeżywa trud istnienia. Jeśli płaszczyzna przyczyn (wczoraj i jutro) zdominuje płaszczyznę celów (bycia tu i teraz), identyfikując cele z ceną (monetyzując wszystkie aspekty ludzkiej egzystencji), to w istocie staniemy się doskonałym wsadem odhumanizowanej rzeczywistości wirtualnej.


Staram się więc wyrwać z tego kołowrotu przymusu i pośpiechu narzuconego przez wszechogarniającą technologię i, sięgając po jeden z jej wytworów (cyfrowy aparat fotograficzny, zwalniający z myślenia o technicznym sposobie fotografowania), zbliżać się ku jednemu z moich celów bycia tu i teraz – żywieniu umysłu wrażeniami ze spotkań z przyrodą sam na sam.

sobota, 28 stycznia 2017

Bieliki Łach Brzeskich


Świt nad Łachami Brzeskimi - rezerwatem przyrody

Zima nie odpuszcza. Doczekawszy w końcu kolejnego pogodnego schyłku nocy, pojechałem nad Wisłę w Podłęczu. Zostawiłem samochód pod wałem przeciwpowodziowym i wyszedłem nad rzekę wzdłuż malowniczego płotu ogradzającego wiosenne pastwisko dla koni. Przywitał mnie urokliwy świt nad bezwietrzną rzeką, która uwolniła się od kry i śryżu, kiedy tylko mróz zelżał.

Wyspy rezerwatu z dzikiego brzegu

Układanie loków

Wyjrzałem znad skarpy. Lustro wody opadło od ostatniego spaceru. Było też niższe niż wtedy, gdy robiłem pierwszy w życiu portret bobra w świetle wschodzącego słońca.

Woda opadła

Z łęgu dobiegało ciche kwilenie drobnych ptaków pobudzonych światłem brzasku wylewającego się z bezchmurnego nieba. Znad rzeki dochodziło furkotanie skrzydeł przelatujących wzdłuż rzeki kaczek i kormoranów. Przyglądając się pokrytym lodem mieliznom i piaszczystej wyspie przesłaniającej zabudowania Kępy Nadbrzeskiej, dostrzegłem mnóstwo mew. Dzisiaj jednak wyjątkowo milczały.

Wzeszło
Krajobraz rezerwatu o świcie

Słońce wzeszło nad postrzępioną przez drzewa linię horyzontu i rozjaśniło krajobraz rezerwatu Łach Brzeskich. Przegapiłem sekundy, w których ukazało najpierw rąbek swojej tarczy. Wszystko przez chaszcze zarastające parów wyschniętej odnogi nurtu. Szamotałem się w nich dłuższą chwilę, zanim przedostałem się do drogi rozjeżdżonej przez quady.

Bieliki

Bieliki i słońce

Fotografując zalany barwami złotej godziny krajobraz Wisły, usłyszałem najpierw harmider, zaraz potem popłoch nad mieliznami i wyspą. Mewy uniosły się w powietrze i osłoniły wnętrze wyspy przed ciekawością pary bielików nadlatujących od strony Gass.

Ten trzeci

Powitanie

Ptaki wylądowały więc nieco dalej na zmarzniętym piasku i przez chwilę zatańczyły, prężąc skrzydła i wysuwając ku sobie szpony. W końcu jednak usiadły obok siebie i zastygły w bezruchu. Niebawem dołączył do nich trzeci bielik. Sprawiał wrażenie młodszego. Czyżby z ubiegłorocznego lęgu? Domagający się opieki?... Para przyjęła go przyjaźnie. Też zastygł, nic sobie nie robiąc z przelatujących nad głową mew…





Coś, mimo pogodnego nastroju pierwszych chwil towarzyszących wschodowi słońca, niepokoiło w tym obrazie orłów na przemrożonym piasku wyspy… W końcu uzmysłowiłem sobie, że bieliki wylądowały w miejscu, którego tłem były wiejskie domy. Ich kontury rozmywały się w  zamglonym powietrzu... Ptaki nic sobie nie robiły ze szczekania psów pilnujących obejść za rzeką…

Tło dla wypoczywających bielików

Odlatujący bielik

Bielik

Uspokojone mewy odleciały. Zapadła cisza tak odmienna od kakofonii dźwięków sprzed dwóch tygodni wydawanych przez ocierające się kry i masy śryżu…

Złota godzina

Nastrój Wisły w styczniu

Wyspy Brzeskie

Światłem malowane

Idąc brzegiem, przekraczając wysuszone dno parowu wyrzeźbionego niegdyś przez nurt bocznej odnogi, fotografując krajobraz Łach Brzeskich pod słońce, w kierunku wysp nieopodal mostu kolejowego w Górze Kalwarii, dałem się nieść nastrojowi wstającego dnia. Śnieg skrzypiał pod nogami, ostrzegając dziki, które buszowały w wyschniętych zaroślach rzadkiego łęgu, płosząc kaczki śpiące na skraju wody i pod osypującym się brzegiem albo pod konarami podmytych i przewróconych drzew…

Najładniejsza wyspa Łach Brzeskich

Doszedłszy do wyłaniających się spoza korony wału przeciwpowodziowego dachów zabudowań Wólki Dworskiej, naprzeciwko kształtnej wyspy rozdzielającej nurt Wisły na szerokie odnogi, próbowałem fotografować polujące w oddali tracze. W końcu zawróciłem, by jeszcze raz odwiedzić kolonię na rzecznej plaży.

Wólka Dworska
Płycizna

Bieliki odleciały wcześniej. Słońce ożywiło ptactwo przesiadujące na mieliznach. Mewy gwarzyły. Prowokowane przez przelatujące obok kormorany i czaple wzlatywały nad mielizny, czyniąc zamieszanie. Odpędziwszy potencjalnych napastników, osiadały znowu na lodzie lub brodziły po płytkiej wodzie…

Poranne rozmówki

Dyskusji ciąg dalszy




Krajobraz jaśniał... Złota godzina topniała... Przemrożony śnieg trzeszczał pod butami... Zaczynał się kolejny, tym razem słoneczny dzień zimy…