niedziela, 12 lutego 2017

Wisła przy ujściu Jeziorki


Lutowy wschód nad Wisłą

Wstawanie o świcie w lutym to żadna trudność. Słońce wschodzi dopiero o siódmej. Dojazd nad Wisłę przy ujściu Jeziorki pustymi ulicami Ursynowa i Natolina, uśpionego Powsina i wsi rozstawionych w pradolinie rzeki trwa krótko.

Ujście Jeziorki

Pogoda sprzyjała. Chmury topniały w oczach. Krystaliczne powietrze wypełniało się światłem brzasku. Kiedy więc wysiadłem z samochodu, zaniepokoiłem się, że może słońce już wzeszło. Na szczęście nie. To brzask był wyjątkowo jasny.

Nowy most nad Jeziorką

Ujście Jeziorki

Most nad Jeziorką został wreszcie otwarty razem ze ścieżką rowerową poprowadzoną po koronie wału przeciwpowodziowego. Stare zejścia nad wodę zostały zasypane. Skorzystałem więc z przejazdu przez koronę wału, by dotrzeć nad uporządkowany nurt dopływu. 

Grobla pod mostem

Tracze na Jeziorce

Pod mostem usypano groblę. Jej środkiem spływała spieniona woda, nie dopuszczając do zamarznięcia dużego fragmentu ujścia. Para nurogęsi korzystała z owego Spa. Samiec czyścił pióra, stojąc na lodzie przy brzegu. Samica pływała po środku kałuży. Próbowałem podejść bliżej. Omal nie ześlizgnąłem się do wody. Na szczęście w porę chwyciłem pędy młodych klonów.



Przystań dla łódek

Napatrzywszy się na zacienione ujście Jeziorki, wyszedłem nad samą Wisłę, której nurt spychał masy śryżu na lód skuwający skarpę od spodu. 










Tracze w Wiśle

Wśród spływających odłamków lodu uwijały się tracze. Polowały na ryby. Co i raz znikały pod powierzchnią szemrzącej wody.








Słońce wstaje

Słońce i ptaki


Ziimnoooo...

Opatuliłem twarz szalikiem, chroniąc się przed powiewami mroźnego wiatru nadlatującego od wody. Uporczywie przeszkadzał w fotografowaniu słońca, które gdy wzeszło, nasyciło krajobraz brązem i głęboką pozłotą.



Złota godzina

Stanąłem na cyplu starej ostrogi z betonowych głazów wzmocnionych prętami zbrojeniowymi. Napływający od ujścia Jeziorki nurt napiera na skarpę i gruz, owija się wokół samego wierzchołka, tworząc za nią cofkę. Na styku zderzających się prądów wody powstawały zawirowania, fale, warkocze pełne kręcącego się śryżu. Tutaj doczekałem wschodu słońca.

Wiry, warkocze i fale...

 

Misterium świtu trwało dzisiaj za krótko. Zabrakło mgły i chmur. Mewy, kaczki i kormorany przelatywały w górę rzeki niewielkimi grupkami, zmierzając ku słonecznej tarczy. Były jednak za daleko. Wciąż trzymały się przeciwnego brzegu. Ptaki okupujące łęg za moimi plecami, gaworzyły z taką intensywnością, jakby nastała wiosna, a przecież to dopiero luty. Nic sobie nie robiły z podmuchów mrożącego wiatru.

Bobry rządzą

Nieco dalej wypatrzyłem tropy bobrów i kun odbite w przemrożonym śniegu. Niebawem i pień klonu jesionolistnego. To gatunek inwazyjny, który coraz bardziej rozpycha się w wiślanym łęgu. Bobry zdają się jedynymi zwierzętami, które radzą sobie z tymi drzewami deformującymi gatunkową różnorodność nadrzecznych lasów.


Krajobraz Wisły znad zamarzniętej zatoczki dla łódek, które zalegały w łęgu od jesieni, był dzisiaj uroczy. Chciałem zatrzymać na zdjęciach nastrój prześwietlonych miotełek wyschniętych trzcin i mozgi trzcinowatej, ale im dłużej próbowałem, tym bardziej ręce odmawiały posłuszeństwa. Mróz i wiatr w końcu wygrały. Wycofałem się między drzewa o wiele za wcześnie…

Most nad Jeziorką

Ramka dla słońca

Wróciwszy do samochodu fotografowałem nowy most, którego otwarcia oczekiwałem od miesięcy z wielką niecierpliwością. Wreszcie jest... Ze słońcem między elementami spinającymi łuki przęseł…


Długo zastanawiałem się nad swoim upodobaniem do odwiedzania Wisły o świcie. Odpowiedź usłyszałem przypadkiem, podczas oglądania filmu „Toni Erdmann” wyreżyserowanego przez Maren Ade. Bohater w jednej z ostatnich scen mówił do córki, że długo zastanawiał się jak odpowiedzieć na jej pytanie o sens życia. Skonstatował wreszcie, że ludzie skupiają się wyłącznie na załatwianiu kolejnych spraw, zamiast po prostu cieszyć się życiem.


Patrząc na Wisłę w promieniach brzasku, niczego nie załatwiam. Cieszę się, że Ziemia się obraca, słońce wschodzi, wiatr wieje, woda płynie, zwierzęta szeleszczą, biegając po śniegu i między zmrożonymi zaroślami, ptaki przelatują i śpiewają, krajobraz jest… a ja przebywam w jego środku, dziwiąc się wszystkiemu dookoła równie mocno jak Wisła, która dziwi się… mojemu zdziwieniu…

Cypel z martwą topolą

6 komentarzy:

  1. fantastycznie.... czytam własne myśli :) pozdrawiam Danuta

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia! Ale mam pytanie, jako że dawno mnie tam nie było. Ścieżka koroną wału? Na jakim odcinku? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od Wilanowa i Wysp Zawadowskich w kierunku Gass i Góry Kalwarii. Nie wiem jak długi. Dalej jeździłem zwykłą ścieżką.

      Usuń
  3. moja Jeziorka:) wychowałam się nad tą rzeczką...tyle kąpieli, wędkowania, spływów kajakowych, ognisk...a nigdy nie dotarłam do jej ujścia.... Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. Najwyższa pora, żebym sama wystawiła nos do porannych promieni i wsłuchała się w obie rzeki - moje rzeki :)

    OdpowiedzUsuń