środa, 11 stycznia 2017

487 kilometr szlaku Wisły

Każdy by chciał pracować pięćset metrów od domu. Chodzić do pracy pieszo, wpadać do domu na drugie śniadanie, po pracy uprawiać z dziećmi ogródek i razem gotować kolację. Ale z punktu widzenia PKB lepiej jest, jeżeli pracuje pan 50 kilometrów od domu. Wtedy masę czasu i pieniędzy pochłaniają dojazdy. Żywi się pan oczywiście na mieście (…). Z dziećmi siedzi płatna opiekunka, ogródkiem musi się zajmować ogrodnik. A w dodatku chętnie bierze pan nadgodziny albo drugą pracę, bo wciąż brakuje panu na to wszystko pieniędzy(…). A przecież kiedy (…) całe nasze życie zostanie sprowadzone do zarabiania i wydawania pieniędzy, staniemy się najbardziej nieszczęśliwymi, najbardziej samotnymi i absurdalnymi stworzeniami na świecie.” Zygmunt Bauman.

Ścieżką królowej śniegu
Taka gmina
Kamień i lód

Cóż. By nie podzielić losu najbardziej nieszczęśliwego, samotnego i absurdalnego stworzenia na świecie, zebrałem się w sobie o świcie, chociaż niebo całe było zasnute chmurami. Po angielsku opuściłem mieszkanie, nikogo nie budząc, wsiadłem do zamrożonego samochodu i po krótkiej rozgrzewce tudzież po odszronieniu szyb pojechałem do przeprawy promowej w Gassach nad Wisłą. Dzisiaj nieczynnej. To ta chwila dnia, w której na pewno nie pomyślę o zarabianiu pieniędzy i o uczestnictwie w świecie, w którym finansiści i ekonomiści całej ludzkiej egzystencji przypisują wyłącznie wymiar monetarny.

Kaczy hostel - jak one znoszą takie warunki?

Łęg patriotyczny

Brzask nad Wisłą

Zostawiwszy samochód na podjeździe do promu, poszedłem koroną wału przeciwpowodziowego w kierunku Góry Kalwarii, w towarzystwie pokrytych szadzią topól, wierzb i coraz bardziej panoszących się klonów jesionolistnych. Woda w Wiśle opadła jeszcze o dobre dwa metry od grudniowego spaceru po Wyspach Świderskich, odsłaniając rozległe mielizny i zarzucone gruzem bystrza, zwężając korytarze słabnącego nurtu. Powierzchnię wody pokrywała kra i śryż. Lodowe płyty uderzały o siebie, tarły krawędziami, napierały na śryż, napełniając przestrzeń szmerami, trzeszczeniem, szuraniem, łoskotem, skrzypieniem… Hałas narastał, gdy lodowy tumult wpadał na kamieniste bystrze przed przeprawą promową w Gassach.

Łęg i staw

Wierzby
Słońce wzeszło nad Nadbrzeżem

Tutaj też są Wyspy Świderskie. Dochodzą do 487 kilometra szlaku Wisły i graniczą z rezerwatem Łachy Brzeskie. Nieco dalej zaczynają się zarośla łęgu, które opanowały porzuconą łąkę. Łęg rozpiera się między wałem a skarpą starego odciętego starorzecza. Czasem widuję tutaj sarny, dziki, zające... Najwięcej jednak tu ptaków korzystających z galimatiasu kolczastych gałęzi, gałązek, listowia głogów, plątaniny wierzb okutanych kożuchem dzikiego chmielu, kolczurki klapowanej i mnóstwa innych pnączy…, zakamarków w konarach starych topól,… łanów uschniętej trzciny, nawłoci, wrotyczu, pokrzyw…

Nad zmarzniętą zatoką

Trzciny

Nieco dalej jest rów melioracyjny. Wpada pod wał, przechodzi przez przepust z zastawką, która samoczynnie zamyka się, gdy Wisła wzbiera. Dzięki temu rozległe pola za łęgowym zagajnikiem nie są zalewane. Między Wisłą a wałem są stawy dające schronienie bobrom, czaplom, dzikim kaczkom i traczom. Stare drzewa wokół to siedliska dzięciołów zielonych i czarnych. Jednak kiedy Wisła schnie, stawy pełne grążeli i wodorostów zamieniają się błotne grzęzawiska. Bobry psocą tutaj bez umiaru. Powalają ogromne topole i odzierają je z łyka.

Krajobraz Wisły I

Krajobraz Wisły II

Nie spotkałem dzisiaj zwierząt. Zmrożony śnieg trzeszczał pod stopami. Hałas roznosił się na wszystkie strony świata. Południowy wiatr ścinał twarz. Owijałem się szalem, by wytrzymać. Czego nie dało się powiedzieć o aparacie fotograficznym i jego akumulatorach szybko tracących energię.

Ptaki i słońce
Atawizm fotograficzny
Samotność w przestworzach

Chmury niechętnie odsłaniały niebo, opóźniając spotkanie ze wschodzącym słońcem. Za starym łęgiem i skutym lodem mokradłem zszedłem nad rzekę w miejscu, gdzie wycięto z rzecznego koryta rozległy polder, dzisiaj cały pokryty warstwą grubego lodu.

Moje ulubione drzewa nad Wisłą

Grafika

Byłem zachwycony obrazem wschodzącego słońca, które rzucało smugę na zmarzniętą zatokę i tafle kry spływającej z nurtem za kamienną groblą. Kępy drzew na ostrodze nieczynnej przeprawy promowej z Nadbrzeża do Dębówki tworzyły malowniczy pejzaż.

Kra, śryż, światło i cała samotność skrzydlatego wędrowca

Uwielbiam to miejsce. Spotykam tu kormorany, czaple, czarne bociany, łabędzie, mewy, latem zaś rybitwy i wszelki inny wędrowny drobiazg. Czasem zalatują bieliki, szukając jedzenia na rozległych mieliznach i plażach. Z cypla za wyrwaną rzece zatoką rozciąga się zajmujący krajobraz. Wiosną na uwolnionym od lodu rozlewisku nocują ogromne stada dzikiego ptactwa. Dzisiaj zatoka była pusta i przemrożona. Zima pozbawiła świat całej palety kolorów. Malowała za to czyste grafiki podbarwione łuną wschodzącego słońca otulonego warstwą ulotnych chmur. Wschód trwał i trwał…

Patrząc pod słońce

Stałem na cyplu brzegu, w miejscu, gdzie wartki nurt napierał na skarpę. Kra i śryż wypełniały rzekę na całej szerokości, mamiąc refleksami odbijanego światła. Wisła przemawiała… do wyobraźni.

Tak też można przemierzać rzekę

Napatrzywszy się na poranny spektakl, przemarznąwszy pod dotykiem mroźnego wiatru z południa, sfotografowawszy stado kaczek przelatujących na tle słonecznej tarczy (zawsze poluję na takie ujęcia, dając upust nieuświadomionemu atawizmowi), zawróciłem i szedłem przez oszroniony krajobraz rezerwatowego łęgu.

Wisła

Wisła

I Wisła

Szadź i światło wschodzącego słońca napełniły Wisłę świątecznym nastrojem. Poczułem estetyczny komfort. Osobliwe ciepło wypełniło ciało i myśli. Nic to, że śnieg trzeszczał pod stopami, odpędzając zwierzęta. Nic to, że kra hałasowała pod brzegiem, tłumiąc krzyki przelatujących mew. Nic to, że przemarznięte dłonie z trudem znajdowały przyciski na aparacie… Czas jakby stanął w miejscu… Osrebrzony krajobraz zamarł…

Zamiast gilów ich stołówka

Dopiero stadko gaworzących gilów, które przysiadły na gałązkach klonu jesionolistnego i łuskały kiście oszronionych nasion, przerwało owo osobliwie zauroczenie. Ptaki nie dały się sfotografować. Przeskakiwały z miejsca na miejsce. Aparat ostrzył złośliwie na oszronionych gałązkach, nasionach, szczegółach otoczenia. Kiedy zaś spróbowałem znaleźć dogodniejszą pozycję, ptaki odfrunęły nad wodę…

Taka gmina w oddali

Ścieżką królowej zimy

Szadzią malowane

Wróciwszy na koronę wału przeciwpowodziowego, szedłem mroźną aleją królowej śniegu. Co za widok! 487 kilometr Wisły znam z wielu spacerów. Nigdy jednak nie wygląda tak samo. Dzisiaj pokazał kolejne oblicze. Wystarczyła odrobina mrozu, trochę śniegu, wschodzące w towarzystwie nieśmiałych chmur słońce… I jakbym znalazł się w innej części świata…


Taka gmina - zmrożona

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz