czwartek, 19 maja 2016

Świt nad majową Wisłą

Świt nad Wisłą
Brzask nad Wisłą

Wisła wezbrała po ostatnich opadach deszczu na południu Polski. Po powierzchni wody spływały płaty rzecznej piany. Wyłaniały się spod tumanów gęstej mgły wypełniającej całe koryto między brzegami i ścianami łęgowego lasu. Maskowały bobry, których głowy niewiele różniły się od jej przepływających kęsów. Wokół panowała wilgoć, skapując z liści drzew, krzewów, wybujałej już nawłoci, pokrzyw i mozgi trzcinowatej… Rośliny przesłoniły światło ścieżek. Oblepiały ubranie mokrym dotykiem. Niebawem miałem mokre buty i nogawki spodni do kolan. Chłodny, mokry świt nie przeszkadzał jednak ptakom w codziennym koncertowaniu. 

Wiślana plaża

Przebrnąwszy przez na wpół zarośnięte ścieżki, rozdzierające dywan zielonej i mokrej od mgły mierzwy, dotarłem na cypel ostrogi, za którą kotwiczą łódki. Na niewielkiej wysepce jasnego piasku nocowała mama tracz z ósemką wyrośniętych już piskląt. 

Poranne ablucje

Ptaki czyniły poranne ablucje. Czyściły pióra, spacerowały, pływały w bezpiecznej zatoczce po spokojnej wodzie, z dala od potężnych wirów zawijanych przez ostrogę wzmocnioną żelbetonowym gruzem. 

Mama i jej dzieciaki

Drzemka


Bóbr, który figlował przy łódkach, podpłynął do samego końca ostrogi i zniknął w trawie rosnącej tuż nad wodą. Myślałem, że wypłynie w zatoczce przylegającej do ujścia Jeziorki, ale przepadł w swojej kryjówce.







Słońce z trudem przebiło się przez listowie i konary drzew rosnących na drugim brzegu Wisły i przeniknęło przez strzępy mgły popychanej wzdłuż rzeki delikatnym wiatrem. Zaczął się najczarowniejszy moment dnia.
Świt

Zapłon słońca

Słońce wzeszło
Zwierzęta też uległy nastrojowi chwili. Mama tracz i pisklęta pozwoliły się fotografować, nie przejawiając lęku. Na ścieżce przystanął młody zając, lecz zaraz zniknął między nawłociami. Zieleń łęgu nad brzegiem nabrała jakiejś mrocznej intensywności. Mgła nie przepuszczała światła. Sama za to pojaśniała odcieniami tajemniczej czerwieni. Pomyślałem o kosmicznych statkach z filmu Dzień Niepodległości. Wrażenie zaraz jednak ustąpiło, oddając pole przyjemniejszym skojarzeniom. Pod urwiskami brzegu polowały bolenie, wzniecając mnóstwo zamieszania wśród narybku. Ze środka rzeki dobiegały pojedyncze krzyki rybitw i mew, które siedziały na płyciznach wyłaniających się z nurtu.

Dzień Niepodległości?


Grafika Wisły

Mgła i delikatne chmury potrafią przedłużyć misterium świtu nad Wisłą. Są idealnym tworzywem nastroju. Fotografowanie krajobrazu o wschodzie z mgłą i chmurami ma w sobie coś z magii. Poświęcam tym ujęciom wiele czasu. Niektóre zdjęcia przypominają grafiki albo monochromatyczne litografie. Jeśli w tych grafikach pojawią się delikatne barwy, tym lepiej dla zdjęcia.

Łęg w maju

Przed oczami działo się pełne uroku przebudzenie dnia. Gdy dobiegło końca poszedłem nieprzyjaznym brzegiem w kierunku Wysp Zawadowskich. Zarośla skrywają tutaj mnóstwo żelbetowego gruzu wysypanego na skraj brzegu celem jego wzmocnienia. Idąc ścieżką nad wodą, trzeba więcej uwagi poświęcać ziemi pod stopami niż obrazom Wisły podczas wschodu słońca. Bobry urządziły tutaj wiele ześlizgów do wody, wydrążyły korytarze do nor, wydeptały w zaroślach ścieżki do kryjówek w łęgu. Część z wejść już się zapadła. Próbując fotografować Wisłę, pokonuję więc liczne niespodzianki w ziemi, rozgarniam mierzwę zarośli, gałęzie wierzb, pędy wszędobylskiego klonu jesionolistnego, niektóre odarte ze skóry (łyka) do bielma zewnętrznych warstw drewna (robota bobrów). Wszędzie widać ślady tych zwierząt.

Ścieżkami łęgu

Obserwuję życie łęgu od lat. Pozornie jest takie samo każdego roku, lecz towarzyszący jego przejawom nastrój, który przecież znam jak dobrze zgraną płytę, nieodmiennie wywołuje pozytywne emocje. Do tego zapachy rzecznej wody, listowia topól nasyconego eterycznymi olejkami, kwiatów rozrzucających strzępy przypominające kłaczki bawełny, mokrych zarośli; dźwięki nurtu omywającego zatopione kłody i konary, brzegi od spodu; śpiew i furkotanie ptaków przenikających gęstwinę łęgu niczym zjawy…

Życie w łęgu jest burzliwe


Woda, nieustannie podmywając skarpy brzegów, przerywa bieg ścieżek. Wtedy trzeba szukać przejść w podszycie łęgu. W maju widać, dlaczego zarośla Wisły porównuje się do zarośli Amazonki. Jedyna różnica to mniejsza różnorodność biologiczna zwierząt i owadów i mniej tych stworzeń, które chętnie by nas zjadły. Zanurzam się więc w tej gęstwie bez obaw, za to z nieustającym zaciekawieniem.

Przed Kępą Oborską jest jedno miejsce, gdzie ścieżki urywają się nad rowami wypełnionymi wodą. Trzeba je obejść koroną wału przeciwpowodziowego. Nieco dalej otwierają się zejścia nad wodę w podmywanym brzegu, a potem polana w łęgu pocięta gruntowymi drogami. Jej wnętrze wypełniają stare i wyniosłe osiki, szare i czarne topole, pokręcone wierzby, pod którymi wysiały się młode drzewka. Polanę od rzeki oddziela wysoko podniesiona grobla, tworząc środowisko odpowiednie dla bobrów, wydr, norek, dzikiego ptactwa, w szczególności jaskółek brzegówek i zimorodków.

Rybitwy zamiast zimorodka

Dzisiaj też widziałem zimorodka nad miejską Wisłą (granice rezerwatu Wysp Zawadowskich mieszczą się w granicach dzielnicy Wilanów). Nie zdążyłem go sfotografować. Przeleciał nad wodą kilka metrów od brzegu. Przywołałem go chyba telepatycznie. Ledwo o nim pomyślałem, powinienem był spokojnie ustawić obiektyw w wybrane miejsce i cierpliwie poczekać. Nie uczyniłem tego, skupiwszy uwagę na obrazie urokliwej wyspy za cyplem brzegu. Zimorodek błysnął więc refleksami swoich niezwykłych piór i odleciał na północ. Cóż. Najwyraźniej znowu nie był mi pisany . 

Wisłą

Potem… niechętny powrót znad Wisły ku obowiązkom. Boli. Człowiek jest stworzony do odpoczynku i do podglądania natury – nie do pracy i zobowiązań wobec innych.

Wisła