czwartek, 24 listopada 2016

Wyspy Świderskie z brzegów Ciszycy



Wyspy Świderskie z brzegów Ciszycy

Samotny foto-łowca

Pośpiech upokarza. Nie wiem, kto to odkrył. Wiem, kto to wygłosił publicznie: - Beata Tyszkiewicz. Od lat doceniam wagę tego spostrzeżenia.

Wisła

Wisły nie da się oglądać w pośpiechu. Jeśli już muszę, to tylko dlatego, że fotografowana chwila – bywa – przemija zbyt szybko i może się nie powtórzyć. Zdążę, mam satysfakcję. Nie zdążę, cóż. Nie wszystko da się uchwycić w lot. Życie.

Wiślany klon

Grunt, że się dzieje, że jestem o świcie, że oddycham wiślanym powietrzem, że słucham listopadowego śpiewu rzeki i jej brzegów, że chłonę doznania, przeżywam innego rodzaju emocje, że zamyślam się… i że dobrze mi z tym.

"Nudny" łęg

Dzisiaj nie było przymrozku. Wiejący od kilku dni południowy wiatr na chwilę ucichł, oddając łęg ciszy przerywanej kwileniem budzących się ptaków i chrapliwym krakaniem czapli tkwiących w zaroślach rozległej mielizny. Przygotowawszy aparat zszedłem ścieżką pomiędzy drzewa łęgu i dotarłem nad wodę klinowatej zatoki, która powoli rozszerzała się na północ, odpychając coraz bardziej rozległą plażę Wysp Świderskich od skarpy, na której stałem.

Zatoka starorzecza


Przede mną brodził po płyciznach foto-łowca rzecznych ptaków, dźwigając aparat z teleobiektywem na trójnożnym statywie. Mężczyzna był zafrapowany każdą napotkaną kałużą, których wiele zostało po ostatnich jesiennych wezbraniach pomiędzy kępami wikliny i spłachetków wyschniętych rzecznych zarośli.

Samotny krzak

Woda w zatoce stała się przejrzysta. Widziałem wyraźnie pnie zatopionych drzew, samotny krzaczek, który wyrósł na grzbiecie starej kłody. Nie dostrzegałem jednak ryb ani bobrów, chociaż brzeg był w wielu miejscach rozdarty ześlizgami.

Ześlizg bobrów

Bobry tworzą zejścia ku wodzie, rozrywając darń na krawędzi brzegu i wygrzebując korytarze w jasnym wiślanym piasku. W ten sposób ułatwiają sobie znoszenie świeżych gałęzi ku rzece i wejściom do nor wygrzebanym w bezpiecznych miejscach, zwykle pod korzeniami wyrośniętych drzew albo w bardziej zwartym gruncie pod zaroślami wikliny.

Słońce wzeszło

Towarzyszyłem fotografowi jakiś czas, póki nie dotarł do północnego końca plaży. Rozdzielała nas coraz głębsza zatoka o wyjątkowo przejrzystej toni. Przepłoszone ptactwo odleciało bliżej ujścia Jeziorki i zaległo na płyciznach lub przesiadywało na wykrotach drzew, które utknęły na mieliznach przysypane na poły rzecznym piachem i mułem.



Świt jaśniał powoli. Słońce oświetlało napływające od zachodu ławice chmur, podnosiło łunę nad krajobrazem Wysp Świderskich. W końcu wynurzyło się spoza linii zamglonych drzew drugiego brzegu na wysokości Gass i w sąsiedztwie komina elektrociepłowni w Otwocku.


Zaczął się listopadowy spektakl barwiący powierzchnię nurtu, odciętych od rzeki kałuż, piaszczystych plaż, łanów wikliny, dywanów uschniętych chwastów i trawy.



Ścieżka wiodła skrajem zarośniętego brzegu. Z trudem przedzierałem się między krawędzią urywającej się darni, z której odpadały płaty i zsuwały się nieubłaganie do wody, a sprężystymi łodygami wikliny, głogu, odrastających pędów klonu jesionolistnego; przełaziłem nad bobrowymi ześlizgami wiodącymi do ogryzionych w głębi łęgu topól i wierzb. Chwilami obawiałem się, że spadnę ze ścieżki, stąpając po nadwątlonej darni obok pochylonych drzew.


Owa topola służyła niegdyś sejmikującym jaskółkom brzegówkom

Zdjęcia uświadamiają mi dzikość wiślanych brzegów. Czego człowiek nie zrobi dla kilku ujęć, które akurat w tej chwili zdają się frapujące i nie do powtórzenia później, gdy słońce wzejdzie wysoko.


Stara nawłoć

Od dłuższego czasu obserwowałem stadko nurogęsi. Pływały w zakolu brzegu, w miejscu, gdzie wartki nurt Wisły uderzał w uciszoną wodę zatoki, opływał mielizny i kłody tkwiące na płyciznach. Za traczami dostrzegłem czaple, kormorany, krzyżówki, mewy...

Ptasie SPA

Wzdłuż rzeki wędrowały stada drobnych ptaków. Gdyby nie pora roku, pomyślałbym, że to szpaki. Być może jednak one. Wielka rzeka ułatwia przetrwanie zimy, zwłaszcza podczas ostatnich kilku lat. Wszędzie przelatywały siwe wrony i kruki. Za plecami zaś krzyczały dzięcioły, uwijając się w konarach czarnych i szarych topól, białodrzewów, starych wierzb, klonów pozbawionych już na dobre listowia, oplątanych pędami dzikiego chmielu i kolczurki klapowanej.

Drugie życie drzew

Stopami deptałem sprężyste pędy dzikich jeżyn. Stąpanie ścieżkami nawet przez zwiędłe zarośla nie należy do przyjemności. Grozi upadkiem.

Tracze

Płoszyłem sójki, stadka szarych ptaków. Jedno z nich przeleciało przed obiektywem, gdy wychylony spomiędzy pniaków młodych klonów fotografowałem słońce wschodzące nad moją ulubioną świderską plażą.

Tracze

W końcu podszedłem po kryjomu nurogęsi, wśród których przeważały ubarwione jaskrawą bielą samce. Dopiero po chwili poderwały się do ucieczki, kierując się na południe. Wystartowały, pozostawiając po sobie serię rozbryzgów wody. Za nimi podążyły czuwające czaple i kormorany suszące jeszcze przed chwilą skrzydła  w coraz cieplejszych promieniach słońca.

Mój cypel


Wisła

Dotarłszy do cypla, za którym nurt rzeki wznieca długą cofkę (użyteczną dla kajakarzy płynących pod prąd – bywają tacy?), postanowiłem wrócić do samochodu pozostawionego w Ciszycy. Nie dotarłem jednak od razu. Jedna ze ścieżek skusiła, by jeszcze raz spojrzeć na zatoczkę i wyspę z rozległą plażą, gdzie żerują bieliki.

Widok z cypla bobrów i czapli

Nie zawiodłem się. Przepłoszone wcześniej czaple brodziły skrajem głównego nurtu Wisły. Miałem nadzieję, że będą pozować dłużej. Ptaki mają jednak niezwykle przenikliwy wzrok. Dostrzegą każdy zagrażający im szczegół otoczenia. Na nic odległość, na nic wtapianie się w otoczenie z poszarzałych zarośli łęgu. I tak mnie namierzą i odlecą razem z kormoranami, których czarne pióra odbijają promienie słońca, wzniecając egzotyczny nastrój.

Czaple na skraju plaży

Odlatują

Kormoran

Niegdyś nie przepadałem za przygaszonym listopadowym krajobrazem Wisły. Od kilku jednak lat doceniam wschody słońca, które wędruje nisko nad horyzontem, przedłużając czas złotej godziny, i nastrój tworzony przez powietrze zamglone jesienną wilgocią.

Listopadowa Wisła




2 komentarze:

  1. Wracałem któregoś razu z e Szwecji. Na promie o pomoc przy zmianie koła w samochodzie poprosiła mnie starsza Pani, Polka, która od ponad 40 lat mieszkałą w Szwecji. W trakcie miłej rozmowy opowiadała o nieżyjącym już mężu, niezwykle eleganckim mężczyźnie. Jej mąż, co cytowała z nieukrywaną przyjemnością, zwykł mawiać, że elegancki mężczyzna nigdy się nie spieszy. Byłem wtedy młody, wiecznie się spieszyłem ... bardzo wziąłem sobie do sercą tę uwagę. Ot takie przemyślenie do Twojego "otwarcia" tej historii. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otwarcie tekstu nieprzypadkowe. Od kilku tygodni jestem w takim pośpiechu, że dojrzałem do tego, by zwolnić. Fakt, czułem się upokorzony - musiałem odsunąć się od blogów.

      Usuń