piątek, 22 kwietnia 2016

Zwykły spacer


Mazowsze pod księżycem



Ścieżką wału przeciwpowodziowego

Świt szybko minął

Pojechałem do Gass na pogranicze Wysp Świderskich i Łach Brzeskich. Powietrze było do bólu klarowne, niebo bezchmurne. Słońce wzeszło i całe misterium świtu trwało może kwadrans. Potem zaczął się dzień. Jak w Afryce. 

Bolenie psociły

Zmitrężyłem przy niewielkiej wysepce, gdzie coś mocno pluskało. Myślałem, że bobry. Tymczasem polowały bolenie, atakując narybek na płyciźnie między brzegiem podwala a wysepką pod kępami zielonej trawy. W pewnej chwili wyłonił się grzbiet dużej ryby. Nie zdążyłem go sfotografować. Szkoda.





Rybołów pospolity w hdr



Zakole Wisły pod Dębówką

Potem poszedłem nad obie zatoki wyrwane z nurtu kamiennymi opaskami. Z ptaków widziałem tylko dzikie kaczki przesiadujące na skraju wody parami lub trójkami. Spod brzegu wyleciała czapla. Zdążyłem ją złapać obiektywem. Mewy i rybitwy krążyły gdzieś w oddali nad piaszczystymi plażami w nurcie.






Mozga trzcinowata w łęgu

Wiosna wybuchła świeżą zielenią i chmurami białych kwiatów. Wszystkie drzewa i krzaki weszły w stan burzliwej wegetacji. Zieleń przeważyła już nad sierścią ubiegłorocznej mierzwy. Zrobiło się pięknie i pogodnie. 










Szedłem wałem, obiecując sobie powrót nad rzeką. Skoro misterium świtu minęło jak z bicza strzelił, skupiłem się na krajobrazie pod pasmem srebrzystych chmur na południu i pod pucołowatą tarczą księżyca, który niebawem zanurkował za Lasy Chojnowskie.





Śpiochy
 
Minąwszy asfaltowy dojazd z Dębówki, poszedłem do łęgowego zagajnika, w którym na początku kwietnia fotografowałem dziki pod starą wierzbą. 


Sypialnia dzików

Dzisiaj sypialnia była zimna. Przyjrzałem się porzuconemu barłogowi. Wklęśnięcie gruntu rzeczywiście dawało ochronę przed zimnem. Owe dziki były przytulone do siebie bokami, a najmniejszy był opatulony ze wszystkich stron. Przed sypialnią zaczęły wyrastać dorodne pokrzywy. Niebawem zasłonią całe miejsce przed wścibskimi spojrzeniami.



Zamyślił się

Dzików nie spotkałem. Za to mam portrecik zamyślonego zająca na ścieżce. Stał słupka i długo patrzył w moim kierunku, zanim postanowił uciec. Podchodziłem do niego powoli. Pozwolił mi podejść na kilkadziesiąt kroków, a potem czmychnął, wypadając z kadru. 








Parkoty

Zobaczyłem go po chwili pod miedzą. Dołączył do drugiego zająca i rozpoczął z nim godowy wyścig o względy schowanej w zaroślach panienki.









Przejście

Nieco dalej spotkałem dwie sarny i koziołka. Słyszałem je od kilku minut, zwłaszcza szczekającego koziołka. Szły od strony Wisły. Wspinały się niezdecydowanie na wał. Pierwsza sarna patrzyła w moją stronę, ale nie przejawiała strachu. Kiedy zeskoczyła w łęg, kolejne dwie sarny zaczęły przechodzić przez wał. Koziołek trzymał się z tyłu. 

Matecznik

Po zejściu w łęg pojawiły się na polanie w gąszczu wyschniętych nawłoci. Specjalnie cofnąłem się, by je fotografować z miejsca, w którym przed laty zrobiłem sarnom najpiękniejsze zdjęcia swoim Kodakiem. Błądziły w nawłoci, nie bardzo wiedząc, gdzie dalej iść. Nie wiem, czy mój widok je peszył. Raczej jakiś mężczyzna w odblaskowej kamizelce penetrujący zarośla pod wałem. W końcu po kwadransie zwierzęta zniknęły między krzakami kaliny i głogu. Liczyłem jeszcze, że wyjdą na pole z oziminą. Specjalnie ustawiłem aparat na stojaku. Niestety tym razem się zawiodłem.


To samo miejsce przed laty

Strzał z biodra

Słońce już operowało mocno, kiedy zszedłem nad zatokę śmiałego bolenia, mijając świeżo odkopaną przez dziki darń. Zbyt dużo światła psuje zdjęcia. Trzeba robić bliskie plany. Dalekim nawet HDR nie zaradzi. Wracałem więc brzegiem rzeki bez specjalnych wrażeń. Jedno, co dokuczało, to szybko rosnąca temperatura. O świcie deptałem oszronioną trawę. W drodze powrotnej trawę pokryła wilgoć, ale kiedy dochodziłem do samochodu i ona wyparowała. Ściągałem więc z siebie coraz więcej odzieży.


Wypadł z kadru

Wierzby w łęgu odradzają się w każdej pozycji
 
Najładniejsze fotki z powrotu zrobiłem wierzbom nad stawem pod wałem przeciwpowodziowym na wysokości łęgu przylegającego do rozległego zbronowanego pola, którego nie pokryła jeszcze patyna zielonych kiełków. Drzewa odbijały się w lustrzanej powierzchni wody.

Symetria

Willa bobrów

Poziom stawów obniżył się w ślad za poziomem Wisły. Jeszcze niedawno widziałem, jak Wisła przelewała się do nich. Dzisiaj znowu między rzeką a rozlewiskami była grobla. Przeszedłszy nią, zanurzyłem się w łęg. Wąską ścieżką wydostałem się na koronę wału i wróciłem do samochodu. Bolenie odstąpiły od wysepki. Zapadła cisza. Narybek znowu mógł czuć się bezpiecznie.

Trznadel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz