wtorek, 5 kwietnia 2016

Wyspy świderskie w kwietniowym brzasku



Sen Wisły


Wiosną od marca do snu najkrótszej nocy letniej budzę się mniej więcej w porze astronomicznego świtu. Po nim następuje świt żeglarski, gdy już widać cokolwiek w otoczeniu, a potem świt poprzedzający królewskie, acz codzienne, wzejście słońca nad linię horyzontu.





Dla takiego osobnika świat łęgu wydaje się duży

Przyczyną mojej bezsenności jest narastający śpiew ptaków, który dobiega zza otwartego okna. Każdy gatunek ma swój ulubiony moment, w którym budzi współplemieńców. Często jednak pewne egzemplarze wojują całą noc. Na przykład kosy i słowiki, podnoszące swoim śpiewem poziom endorfin, albo derkacze, których dokuczliwe, świdrujące trex, trex, trex przypomina bardziej wojenny okrzyk niż romantyczne pienia. Derkacze, kuzyni żurawi, nie śpiewają więc, a „klangorzą”, tyle że na innych rejestrach niż dostojne żurawie. Jak zwał, tak zwał: śpiew nie śpiew, okrzyk nie okrzyk, wrzask nie wrzask – wszystko jedno - i tak to spać nie daje, zwłaszcza gdy przez okno widać gwiazdy na niebie i sam księżyc (jeśli jest). Wtedy nie ma takiej siły, która utrzyma mnie wiosną w łóżku. Muszę w plener.

Niedokończona dłubanka

Z Ursynowa najbliżej mi – jak zwykle – nad Wisłę. Krajobraz musi mieć w sobie element wody. Woda daje obrazom rzeki o świcie i o wschodzie słońca magię. To dla niej potrafię wracać w te same miejsca, ale jak to z rzeką bywa, nie takie same.







Słońce chmurami malowane

Janusowe oblicze słońca

Chodząc dzisiaj po Wyspach Świderskich (wczesny początek kwietnia) uzmysłowiłem sobie, jak wielkie zmiany dokonały się w krajobrazie Wisły na przestrzeni ostatnich 10 lat.

Mgła o świcie

W 2005 roku byłem w stanie fotografować takie niezwykłe obrazy jak ten we mgle zrobiony ze skarpy nad tamą bobrów (dzisiaj nieosiągalny z powodu wikliny, która zakrzaczyła piaszczystą mieliznę, rozszerzając wyspowy łęg), 








Lewitujący komin

czy ten zrobiony z brzegu kominowi w Otwocku w towarzystwie słonecznej kuli (dzisiaj też nieosiągalny przez potężne zarośla klonów jesionolistnych, porastających skarpy bocznej odnogi, których nawet bobry nie potrafią przerzedzić).









Wiślany krajobraz wysp świderskich

Jak zwykle smakowałem bezwietrzny, pełny zadumy i spokoju krajobraz Wisły, chodząc samotnie brzegiem świderskiej plaży za Ciszycą. Nie było spektakularnych zdarzeń nad wodą. 

Mewy na lowisku

Ptaki zajęły się godami i lęgami. Rzadko przeleciał jakiś spóźniony klucz kormoranów albo dzikich gęsi. 









W przelocie

Czasem zdarzyła się samotna para łabędzi, trójka czapli szukających nie wiedzieć czego nad rzeką i towarzyszącymi jej zaroślami.









Trójka obywatelska

W sąsiedztwie ujścia Świdra najbardziej oblegane są piaszczyste powierzchnie wysp oblanych nurtem, który nie zanika nawet podczas największej suszy. Trudniej do nich dojść z brzegu.








Czarny bocian w przelocie nad Wisłę

Nosiciel smokingu

Wracając z wycieczki, zdołałem pierwszy raz od prawie dziesięciu lat sfotografować czarnego bociana. Przelatywał nad łęgiem od strony Konstancina. Znając jego zamiłowanie do lęgów w zaciszu leśnej głuszy, podejrzewam, iż musiał założyć gniazdo gdzieś w Lasach Chojnowskich, gdzie zachowały się pomnikowe dęby, może w rezerwacie Łyczyńskie Olszyny pod skarpą przylegającą do ogrodu domu pracy twórczej w Oborach obok Konstancina-Jeziornej, albo w łęgach na lewym brzegu Wisły. W porze lęgów i karmienia bociany odlatują od gniazd na kilkanaście kilometrów w poszukiwaniu jedzenia, więc moje domysły nie są bezpodstawne.









Bocian czarny zajęty spaniem

Tak prezentował się  czarny bocian podczas drzemki na łasze w 2007 r. Jak ten czas leci!












Cień na chmurach po przelocie samolotu.

Dawno też nie oglądałem cienia smugi kondensacyjnej po samolocie na chmurach wysokiego pułapu.

Jak więc spać wiosną, kiedy wszystko kusi?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz