niedziela, 17 kwietnia 2016

Ławice Kiełpińskie widziane z Dziekanowa w kwietniu




Łęg w Dziekanowie



Świt zaróżowił pasemka rozmytych chmur nad Ławicami Kiełpińskimi, a mgła spowiła łąki pod wałem przeciwpowodziowym, na który wszedłem przy zachodniej zatoczce Jeziorka Dziekanowskiego. Łęg czarował obrazem, śpiewem i zapachem. Cisza przerywana kogucim pianiem bażantów zdawała się wróżyć niecodzienny spektakl nad Wisłą. Spodziewałem się zobaczyć pejzaże w nastroju dziewiętnastowiecznych romantycznych obrazów. 


Wisła w Ławicach Kiełpińskich

Wyjrzawszy spomiędzy zarośli klonów jesionolistnych nad Wisłę, poczułem przedsmak zaborczego dla zmysłów widowiska. Tam, gdzie słońce szykowało się do wzejścia nad horyzont postrzępiony koronami topól i wierzb przeciwległego brzegu i odległej wyspy, w niebo wystrzeliła subtelna świeca światła. 





Strach niejedno ma imię

Rzeka była cicha. Niemrawy wiatr delikatnie popychał tumany mgły nad wodą. Spomiędzy drzew dobiegały śpiewy szpaków, kosów, sikor, okrzyki dzięciołów broniących swojego terytorium. Czasem powietrze przeszywało niepokojące kwakanie kaczek, które zrywały się do lotu z krawędzi skarpy albo spod samego brzegu.




Nawłoć łęgu w kwietniowym słońcu

Trafiwszy na łan wysuszonej nawłoci, wypełniającej przestrzeń między szpalerem klonów pochylonych nad drogą, prześwietlony przez słońce, którego światło przedzierało się przez zamglone powietrze, gąszcz konarów i gałęzi pokrytych delikatnym woalem wczesnych kwiatów i liści wykluwających się z pąków, zmitrężyłem, próbując uchwycić najbardziej wymowny obraz łęgu.

Czy tak wygląda zapach rzeki?

Wokół unosił się niezwykły zapach rzeki – kwintesencja zapachów unoszonych znad wody przez mgłę, rozsiewanych przez zioła kwitnące w runie łęgu, kwiaty klonów i wierzb, kotki i nasycone lepką żywicą łuski topól, które wraz z baziami zaścielały ścieżki i koleiny drogi, … Ale jak opisać zapach? Nie umiem. Mogę zaledwie wskazać zdarzenia, którym ten zapach nierozłącznie towarzyszy – wędkowanie, spacer brzegiem, spływ kajakiem, tratwą, łodzią o świcie albo o dojrzałej porze dnia spłukiwanego przelotnym deszczem. Kto tego doświadczył, ten wie.

Czy tak śpiewa łęg?

I muzyka łęgu. Nieustający wiosenny koncert. Sycący powietrze kwantami i nutami dźwięków, z których ucho wyławia solowe popisy kosów, słowików, czyżyków, sikor, pokrzewek, karmazynowych dziwonii, trznadli, kapturek…
Dobiega zewsząd: z łęgowego runa pełnego zakwitających ziół, korzystających z jedynej w roku okazji spotkania ze słonecznym światłem; z podszytu młodych drzewek, krzaków kaliny, głogu, łozy, kęp jeszcze wysuszonej nawłoci; w końcu z koron surrealistycznych topól czarnych czy topól kanadyjskich, poskręcanych wierzb, pleniących się klonów jesionolistnych i rzadszych zwyczajnych…
Czasem ten koncert bywa rozbity dysonansem – przenikliwym trex, trex, trex derkacza dobiegającym z łąk, monotonnym szyciem świerszczaków i strumieniówek, stawiającym na baczność wszystko co żyje wrzaskiem sójek, pokrzykiwaniem dzięciołów znaczących głosem swoje terytoria…

Wisła zjada swoje brzegi


Wydostawszy się z łęgu na otwartą przestrzeń, trafiłem na prawdziwy spektakl wstającego dnia. Obserwowałem go z wysokości stromej skarpy brzegu, nieustannie osuwającej się pod naporem nieustępliwej wody. W niektórych miejscach brzeg rozszarpały jątrzące rany, przerywając drogę biegnącą samym skrajem urwiska. Stanąwszy nad nim, ujrzałem osypujący się spod darni piasek. W pierwszej chwili pomyślałem:
- Zwierzęta.
Wyjrzawszy za krawędź zobaczyłem jedynie rysy i drobne szczeliny w ścianie skarpy – zapowiedź kolejnego osuwiska gruntu. Granicę wody i brzegu znaczyły fragmenty wyrwanej darni, pnie i konary zwalonych drzew.

Perspektywa Wisły


Igranie światłem

Tumany mgły tańczyły nad lustrem wody. Kolory, cienie, kontrasty, smugi cienia i światła, rozpuszczone tło dalekich planów, wyraźne szczegóły bliskiego otoczenia tworzyły niezwykłe pejzaże. Fotografowałem pod słońce, chwytając nastroje. 

Z nurtem Wisły

Zaproszenie dla flisaków

Fotografowałem ze słońcem zafascynowany widokiem wysp pod malowniczymi chmurami i rzeki w gorsecie wyniosłych oświetlonych topól na tle nadchodzących deszczowych chmur o wymownych kształtach.

Tęcza nad łęgiem

W pobliżu starych drzew, przez które oglądałem jedną z malowniczych wysp kiełpińskich, dopadł mnie deszcz. Na szczęście niezbyt rzęsisty. Spojrzawszy szerzej w stronę łęgu, ujrzałem tęczę. Była wyrazista. 

Orla wyspa

Jej łuk opierał się na topolach, wspinał się pod nabrzmiałe chmury i opadał wprost na środek wiślanej wyspy. Słońce sztyletowało szarą przestrzeń w kierunku Czosnowa, wydobywając z zamglonego krajobrazu magiczne szczegóły. Powierzchnia rzeki jaśniała w oddali złowrogimi plamami. Mogły zwiastować szkwał albo mniej groźną ulewę uderzającą o powierzchnię rzeki. 

Mazowiecki pejzaż

Wracałem koroną wału przeciwpowodziowego, zachwycając się typowym mazowieckim krajobrazem dziekanowskich okolic. Zwierząt tym razem nie spotkałem. Dziki, sarny i bobry preferują najwyraźniej teren nieopodal Kiełpina.

Czarne topole

W jaki sposób krajobraz Wisły odbierali oryle prowadzący tratwy do Gdańska w okresie handlowej prosperity wiślanego szlaku handlowego? W obrazie Ławic Kiełpińskich dostrzegam wiele historycznych kontekstów. Bliskość Jabłonny i byłego pałacu Poniatowskich w niezwykłym parkowym otoczeniu odciska nieomal egzystencjalne piętno na rezerwacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz