poniedziałek, 28 marca 2016

Marcowa Wisła




Błękitna godzina nad Wisłą

Wyspy Świderskie wabią bez względu na porę roku. Nawet w Ciszycy, gdzie zabudowania wystają nad grzbiet wału przeciwpowodziowego, a łęg kurczy się do wąskiego pasa, po zejściu o świcie nad samą wodę doznaje się uczucia samotności.

Słońce wschodzi nad wyspami

Ścieżka od lądowiska helikopterów wiedzie wzdłuż bocznej odnogi, która po wezbraniu Wisły wypełnia się wodą i otwiera nowe mateczniki pełne ryb i narybku. Korzystają z tego kaczki, tracze, mewy, rybitwy… drapieżne bolenie, owadożerne jazie i jelce, hałaśliwie wyskakujące w ferworze polowania nad wodę i wzniecające kręgi fal. Wyspy rezerwatu stają się trudno dostępne.

Chaos łęgu

Łęg jest siedliskiem chaosu. Drzewa i krzaki podszytu tworzą nieprzyjemny gąszcz. Jeszcze miesiąc i zostaną oplątane dzikim chmielem, kolczurką, bluszczami, a ścieżki zwierząt zginą w mierzwie pokrzyw, turzyc, dzikich jeżyn chwytających za nogi, pędów świeżej wikliny, kalin, głogu…
 
Oczami bobra
Nurt za odnogą podmywa brzeg, z którego odpadają płaty podmytej darni oplątane korzeniami sprężystych krzaków. Bobry też przyczyniają się do erozji brzegów, kopiąc pod drzewami i darnią głębokie i długie nory, budując ześlizgi, powalając topole, klony jesionolistne, wierzby, łozę… Wszędzie odciskają swoje piętno w obrazie rzeki.

 
Perkusista
Nad Wisłę chodzę przede wszystkim wabiony misterium wiosennego świtu wypełnionego śpiewem ptaków urządzających sobie życie w wśród konarów białodrzewów, osik, topól szarych i rozchwierutanych brodawkowatych, między gałęziami groteskowych wierzb, w gęstwie jeszcze wysuszonych łanów nawłoci, pokrzyw, szeleszczących trzcin i liści mozgi trzcinowatej. 

Strażniczka łęgu

Temu nieustającemu, pełnemu przedziwnych melodii i dźwięków naśladujących ludzkie instrumenty towarzyszą werble dzięciołów opukujących wysuszone konary, pokrzykiwania kogutów-bażantów, kwakanie spłoszonych kaczek, tajemnicze szelesty odlatujących czapli, harmider unoszący się znad wysp zasiedlonych przez mewy i rybitwy…

Konary białodrzewów

Gody





Do tego jeszcze zapach wody, tającej ziemi; kolory rozpoczynającego się dnia od błękitnej godziny żeglarskiego świtu po wczesny poranek, gdy słońce przybrało swoją codzienną jasność na rozpalonym niebie. Ów stan przejścia jest w moich oczach najczarowniejszą częścią każdego pogodnego dnia, aczkolwiek nie zawsze towarzyszą temu spektakularne zdarzenia.

 
Kacze gody

Czyżby pary się zmówiły?











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz