sobota, 30 stycznia 2016

Wyspy Świderskie w styczniowym słońcu


Zatoczka


Wisła w styczniowym słońcu też ciekawi, chociaż ocieplenie usunęło lodową pokrywę i rozpuściło śryż. Wyspy Świderskie przyciągają mnóstwo ptaków swoimi mieliznami, grzędami piachu wokół kłód i konarów wystających z dna, krzakami wikliny wzmacniających odsłonięte odsypiska. 






Zapach rzeki


Lodowy złom zalegający brzegi tuż nad płynącą wodą kusi, by wejść, lecz pęka pod ciężarem.










Mewa, ale która?


Na mieliznach przesiadują mewy. Towarzyszą im gawrony, wrony, siwe wrony, dla których Wisła to jedna wielka stołówka. 










Mewa w pośpiechu


Tracze sprawiają wrażenie gotowych do godów. Pływają środkiem nurtu gotowe w każdej chwili odlecieć przed rzeczywistym lub wyimaginowanym zagrożeniem. Bez osłony zarośli nie sposób do nich podejść.






Chwila odprężenia


Wzdłuż rzeki przelatują kormorany, by dołączyć do stada, które rozsiadło się na kłodach nieopodal największej wyspy rezerwatu. Tam odpoczywają po łowach lub przed kolejnymi połowami w nurcie otwartej rzeki. Jeśli polują gromadnie, robią widowisko jakich mało.






Zmarszczki mimiczne Wisły


Lubię chodzić po świderskiej plaży podczas przymrozku. Sypki i grząski piach jest wtedy zwarty, a mokra i śliska warstwa rzecznego mułu nie czepia się butów. 








Teren łowiecki jazi



Zszedłszy z wału przeciwpowodziowego ścieżką  wśród wiklin, czepliwych łodyg jeżyny, wyschniętej trawy, przekroczywszy strużki rdzawej wody sączącej się bocznymi odnogami, znalazłem się nad wodą zatoczki, klinem rozdzielającej zbocze brzegu od usypiska wyspy. Była pusta. 





Uśmiech Wisły


Życie przeniosło się nad rzekę. Tropiąc jego przejawy, trzymam się blisko granicy mokrego piachu i namułów. Zostawiam za plecami kominy elektrociepłowni Siekierki z pióropuszem pary wodnej i spalin. Nurt rzeki przy brzegu głaszcze zmarszczki dna, pluszcze na kamykach i nad zatopionymi kłodami. W słońcu odcienie szarości nabierają subtelnych barw zapomnianej już jesieni. Z dala od linii brzegu widać jakieś warkocze i zwary. Kuszą, by podpłynąć kajakiem i przyjrzeć się z bliska niepokojom wody.

Bielik nad ujściem Świdra


W pewnej chwili widzę zamieszanie nad otwockim łęgiem Wisły. Dwa bieliki krążą nad ujściem Świdra, wzbudzając strach wśród rzecznych ptaków. Mewy wznoszą się, a potem przystępują do nękających ataków. Orły z początku nic sobie z tego nie robią, w końcu ustępują pod presją i znikają za bezlistnymi koronami białodrzewów, szarych topól, wierzb i świerków, które tworzą łęg podmywanej skarpy prawego brzegu rzeki.



Bielik nad Wisłą


Wisła po ustąpieniu zimowej szaty rozsiewa zapachy. Mika jest pobudzona. Dopada wody, próbując łapać fale i kipiącą pianę nad podwodnymi kłodami, żwirem i zmarszczonym piaskiem dna. To znów odbiega między wysuszone pnie topól na świderskiej łasze. Szuka źródeł niepokojących dźwięków pod lodem zalegającym brzeg plaży albo węszy po śladach dzikich zwierząt odciśniętych w piasku.


Bielik i łęg


W całym krajobrazie jestem tylko ja z aparatem i rozbawiony pies, który dawno nie był na otwartej przestrzeni, gdzie wszystko widać jak na dłoni: pustkę rozległej plaży, niezwykłe ożywienie na wodzie, ptactwo nad rzeką, jakieś nieznane dźwięki, zapachy… Nic to, że wokół pełno akcentów zurbanizowanych miejsc za wałami przeciwpowodziowymi: kominów, wież przekaźnikowych, hałasu otwockiej szosy…

Po dojściu do łęgu wieńczącego plażę od lądowiska helikopterów w Ciszycy po ujście Świdra ujrzałem bielika, który uniósł się znad wysuszonej odnogi rzeki i majestatycznie przeleciał nad otwocki brzeg. Zdążyłem zrobić kilka zdjęć na tle drzew, nim zniknął między konarami. Potem zainteresowałem się biwakiem kormoranów, mew i gawronów. Siedziały na mieliźnie, gdzie nie było silnego prądu. Nurt spływający od przeprawy promowej w Gassach jest spychany przez największą i najwyższą wyspę archipelagu świderskiego pod brzeg, którym spaceruję. Ptaki siedziały spokojnie, póki nie podszedłem bliżej. Kormorany pozostały jednak obojętne. Były daleko. Korzystały ze słońca, które na kilka godzin oświetliło dolinę Wisły i ogrzało powietrze. Kilka z nich rozpostarło skrzydła do suszenia.
Cmentarzysko drzew na świderskiej plaży


Obróciwszy się na północ, zobaczyłem oświetlone cmentarzysko topól przywleczonych na łachę podczas ostatniego gwałtownego wezbrania Wisły. Wykroty i pnie malowniczo prezentowały się na tle zwartych zarośli wikliny, której łodygi zaczęły zabarwiać się kolorami przed wypuszczeniem pąków.

Wisła z łęgu


Niechętnie wracałem do domu. Na stromy brzeg przedostałem się, korzystając ze starej tamy bobrów, zasypanej mułem i piaskiem podczas kilkuletnich wezbrań. Dzięki niej można przejść suchą stopą nad strumykiem zarastającej odnogi. Wisła z korony wału przeciwpowodziowego wygląda uroczo. 





Wisła z łęgu w Ciszycy


Łęg oświetlony wysokim słońcem nabrał jesiennych barw. Niebieska wstęga rzeki pod czystym błękitem nieba wzbogaciła paletę kolorów krajobrazu wypełnionego białodrzewami, dębami, łanami nawłoci i wiklinowych krzaków, skrywających ślady żerowania bobrów…






Wisła podczas styczniowego ocieplenia


Nie jest Wisła substytutem Warmii i Mazur. To kraina o odmiennym charakterze, budząca inne wrażenia. Odwiedzam rzekę między Warszawą a Górą Kalwarią od lat, podziwiając jej zmienność w każdym aspekcie, dyktowaną rytmem zmian pór roku, dnia, wezbrań i posuchy. Panta rhei nad Wisłą – ot tyle i aż tyle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz