poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Jeże, Beksiński i kwietniowa Wisła...


Księżyc nad Ciszycą

Wiosna na Ursynowie tak naprawdę zaczyna się dopiero wtedy, gdy wieczorem osiedlowe trawniki odwiedzają jeże. Moje długo oczekiwane kolczaste gryzonie ujrzałem w tym roku już pod koniec marca. Przebudziły się z zimowego snu po pierwszym wyraźnym ociepleniu. Wczoraj spotkałem aż trzy jeże baraszkujące pod blokiem, próbujące wpinać się na schody, konkurujące z kotami w dostępie do kociego żarcia... 

Księżyc, wierzby, Ciszyca

Od kilku lat odnoszę wrażenie, iż jest ich coraz więcej. Odnajdują się w miejskiej zabudowie otwartych osiedli. Przypuszczam, że w nowych osiedlach, ściśle odgrodzonych od otoczenia, jeży się nie spotyka. Deweloperska nowo-moda czyni spustoszenie w środowisku.







Wierzby na Wyspie Świderskiej

Tak czy inaczej po wczorajszym spotkaniu i obietnicy meteo nabrałem ochoty na kolejny spacer brzegiem Wisły w Ciszycy. Zatrzymałem się więc nieopodal lądowiska helikopterów i poszedłem nadwiślańskim wałem do najbliższego dogodnego zejścia na plaże Wysp Świderskich. Poczerwieniały księżyc wisiał już nisko nad zabudowaniami. Po wschodniej stronie rzeki narastał brzask. Z łęgu dobiegała symfonia pobudzonych ptaków. Takich solowych popisów nie słuchałem już od dawna. Śpiew ożywiał zmysły i pogłębiał wrażenia.

Się zmieniło...

Słońce się skrada

Za rozlewiskiem zszedłem do wyschniętego łożyska bocznej odnogi rzeki. Przedostałem się po grząskim piasku do kęp łozy obsypanej baziami i drobnymi listkami. Spłoszyłem zająca, który przykicał z zarośli. Niestety usłyszał mnie. Zanim wycelowałem obiektywem, uskoczył w zarośla.

Mistycyzm

Moja ulubiona chwila

Zawiedziony nieco doszedłem do wody. Wisła podczas ostatniego wezbrania spłukała wielką połać łachy. Tam, gdzie zwykle spacerowałem, rozlewał się nurt. Prąd omywał żwirowe mielizny i naniesione wcześniej kłody i wykroty powalonych drzew, unosząc warkocze nurtu, pianę, zmarszczki, wiry… Na płyciznach polowały mewy i kormorany. Czaple krakały, przelatując między brzegami. Patrzyłem na świeże ślady bobrów, depcząc piasek zwilżony przez mgłę. Zwierzęta żerowały w pobliskich zaroślach wikliny. Zostawiły po sobie smugi wytarte płetwą ogonową. Rozglądałem się wokół, lecz nie dostrzegłem żadnej bobrzej głowy uniesionej nad wodą.


Lampion

Latarnia
Brzask przeszedł w świt. Zbliżywszy się do krawędzi podmytej skarpy jasnego piachu, spostrzegłem słoneczną tarczę prześwietlającą łęg wschodniego brzegu Wisły. Wilgotne powietrze i mgła snująca się nad wodą zmiękczyły światło. Krajobraz jaśniał i przywdziewał pastelowe szaty. Drzewa, podszyt, zarośla na mieliznach okryły się delikatnym woalem wiosny. 



Przystanąłem w miejscu, gdzie między mną a wschodzącym słońcem zalegał wielki pień z wykrotem. Upatrzony przez mewy. Nie mogłem oderwać oczu od spektaklu zagranego przez słońce. Delikatne chmury przesłaniały jego tarczę. Konary wielkiej topoli zdawały się podpierać słoneczną kulę, tworząc lampion. Świat stał się malowniczy.

Łabędzie

Od strony Siekierek nadleciała grupka łabędzi. Narastający świst skrzydeł odciągnął mnie na chwilę od obrazu wschodzącego słońca. Ptaki sunęły tuż nad wodą, zmierzając do zatopionej topoli. Spróbowałem je chwycić obiektywem. Były stosunkowo blisko. Po chwili więc oglądałem już tylko ich blednące we mgle sylwetki.

Łabędzie i drzewo

Odleciały...


Mgła nie odpuszczała do końca spaceru. Rozpraszała słoneczne światło i tonowała dalekie obrazy rzecznej doliny. Im dalej sięgałem wzrokiem, tym bardziej płaszczyzny wody i nieba przenikały się wzajemnie aż do zaniku granicy. Dalej było nie wiadomo co. Jakby świat pożerała bezkresna i nieokreślona przestrzeń…







Dotarłem przez świeży łęg do zatoczek wyrzeźbionych przez nurt w osypującym się piasku wyspy. Dno łęgu pokryło się dywanem ziół, młodej trawy, pączkującymi pędami dzikich jeżyn, pokrzywami… Próbowałem odnaleźć ujście Świdra, lecz od czasu ubiegłorocznego spaceru rzeźba rzecznego koryta zmieniła się nie do poznania. Wędkarz, który bez skutku moczył dwie wędki i rozrzucał zanętę, potwierdził zmiany. Na pytanie czy biorą ryby, wzruszył ramionami:
- Dzisiaj nie. Brały wczoraj…


Zostawiwszy go poszedłem na sezonową wyspę bobrów ścieżką zaznaczoną śladami łap z odciśniętymi błonami między palcami. Dzisiaj odnoga była sucha. Odkryłem kolejne świeżo ogryzione drzewa i ścięte pędy młodych wierzb. Drzewa, które całkiem niedawno runęły do wody, były ogołocone z kory. Ich gałęzie okryły się listowiem i chmurą kwiecia. Ostatni wysiłek umierających topól…






Miałem króciutką nieudaną sesję z kaczkami. Były za żwawe na możliwości leniwej migawki aparatu. Później nieco dłuższą chwilę fotografowałem pliszkę. Sarny mignęły w oddali pomiędzy pniami kształtnych wierzb po ubiegłorocznym ogłowieniu. Próbowałem wracać łęgiem do Ciszycy, lecz obiecująca droga zakończyła się przed łanem wysuszonej nawłoci…


Parkoty

Wracałem koroną wału przeciwpowodziowego, śledząc parkoty kilku zajęcy na zaoranym polu. 

Pliszka się stroszy

Pliszka

Kilka razy śmignęły mi nad głową zielone dzięcioły. Bez szans na uchwycenie obiektywem. Robiło się błogo i ciepło. Traktory warczały na polach. Samochody pośpiesznie gnały do Konstancina drogą wzdłuż wału. Dzień się budził do pracy, a ja… cieszyłem się, że nigdzie nie muszę zdążyć. Po lekturze książki Jamesa Rebanksa Życie pasterza, opowieść z Krainy Jezior znalazłem w sobie jeszcze więcej motywacji do zwalczania pokusy przyspieszania kroku, by zdążać na… cokolwiek…

Kwiaty klonu

Kwiat klonu jesionolistnego

Wracałem w innym nastroju niż po wczorajszym oglądaniu wystawy „nieznanego” Zdzisława Beksińskiego w BUW.



czwartek, 30 marca 2017

Pogorzelisko w Łachach Brzeskich


Brzask nad siedliskiem mew
 
To wpis o utraconych okazjach.


Granicą Łach Brzeskich

Odwiedziłem dzisiaj Łachy Brzeskie, rezerwat przyrody powołany do życia 23 grudnia 1998 roku razem z kilkoma innymi rezerwatami w dolinie Wisły od Góry Kalwarii do Czosnowa. W zamiarze jest to teren ochrony siedlisk ginących gatunków mew, rybitw, sieweczek, nurogęsi i łowisk bielików, rybołowów, czapli białych i nadobnych, a także czarnych bocianów zalatujących tutaj z Lasów Chojnowskich i oborskiego łęgu.

Pogorzelisko łęgu

To co dzisiaj zastałem – wielkie pogorzelisko po wypalonym podszycie lasu łęgowego – napawa przerażeniem. Okazuje się, że Polacy to przede wszystkim bajkopisarze i wielbiciele literatury science-fiction poświęconej ochronie przyrody i środowiska. Mnóstwo ministerialnych rozporządzeń i zarządzeń wojewodów o tworzeniu rezerwatów, piękne ustawy... A rzeczywistość - jak zwykle - obraźliwie skrzeczy…

Spalony krajobraz

Pożar strawił bez mała połowę obszaru łęgowego poszycia Łach Brzeskich. Nie dostrzegłem nawet śladów interwencji strażackich. Po prostu ktoś założył, że samo zgaśnie.

Rana rezerwatu

Po raz kolejny przejdziemy do porządku dziennego nad katastrofą ekologiczną, która wykończyła tegoroczne wczesne lęgi ptaków lasu łęgowego, odsłoniła koszmarne ilości śmieci zwalanych do rezerwatu, drogi rozjechane przez samochody terenowe, motocykle krosowe i quady, okaleczyła korę drzew, zdziesiątkowała drobne gryzonie, zdewastowała dzicze kryjówki i żerowiska…

Brzask nad Wisłą

Pożar dotarł w niektórych miejscach nad samą wodę… Śpiewy ptaków, werble dzięciołów, krzyki bażantów, które przywitały mnie w Podłęczu, cichły w miarę oddalania się od ocalałego łęgu i pól za wałem przeciwpowodziowym.

Chwila zapomnienia - wschodzi słońce




Dopiero na wysokości Dębówki życie powróciło nad rzekę. Idąc wzdłuż zatoki śmiałego bolenia, natknąłem się na rybołowa. Mignął między konarami starych topól i wierzb, nie dając szansy na dobre ujęcie. Odleciał w kierunku Gass.

Portret słońca w topolach



Potem zszedłem na obniżony brzeg, dostrzegłszy bobra płynącego w poprzek rzeki nieopodal zanurzonego w grząskim dnie wykrotu martwego drzewa. Zwierzę płynęło szybko, nie zważając na wiry, warkocze i zwary silnego nurtu. Po chwili zmieniło kierunek. Straciłem je z oczu.

Tu wynurzył się bóbr - a ja nic...

Podszedłem do kępy drzew pochylających się ku wodzie razem z darnią. Depcząc trawę i świeżo naniesiony muł, ustawiłem aparat do fotografowania krajobrazu. Między brzegiem a kłodą na kępie wyschniętej trawy powoli wynurzył się bóbr. Najpierw zobaczyłem trójkątny łeb z wibrysami, potem błyszczące oczy. Patrzył na mnie oświetlonego słońcem. Próbowałem obniżyć obiektyw powolnym ruchem. Sekundy płynęły jak w malignie, która miała się nie skończyć. Bóbr jednak mnie dostrzegł. Plasnął ogonem i zniknął w mętnej wodzie. Po raz pierwszy w życiu kląłem na przykręcony do aparatu monopod. Przez niego straciłem przepiękny portret bobra widzianego z odległości dwóch metrów…

Nagroda pocieszenia


Wiślane SPA



Nagród pocieszenia nie odebrałem zbyt wiele. Wiślane pliszki: jedna na konarze zanurzonego drzewa, druga w trawie, w chwili, gdy rozwinęła skrzydełka do odlotu… Sznur łabędzi przelatujących nad nurtem, mewy na mieliznach... 


Przeszkadzasz

Wiślany krajobraz



Sarny gryzące świeżą trawę łąki na skraju łęgowej gęstwy drzew, zające i bażanty biegające w poprzek wału przeciwpowodziowego… Wszystko to w powietrzu nasyconym swądem spalenizny niesionym przez wiatr od pogorzeliska…


Mazowieckie wierzby w wiślanym krajobrazie


 
Fragment spalonego podszytu łęgu
Całą radość świtu i wschodu słońca zgasił widok rozjątrzonej rany krajobrazu po pożarze, który przetoczył się ognistą falą od Podłęcza do Dębówki. Patrząc nań z wału, ciągle myślałem o poetyce pobożnych życzeń ustawodawców tworzących nigdzie nieegzekwowane prawo ochrony przyrody i środowiska. Rezerwaty w Polsce nadal nie są świątyniami natury. Zbyt wielu traktuje obszary chronione jak dobro niczyje. Miejsce gdzie można robić wszystko, co strzeli do głowy, nie poczuwając się do żadnego obowiązku. Dopóki śmiecenie, celowe podpalanie podszytu, zajeżdżanie rzekomo chronionych terenów quadami, motocyklami, terenówkami nie będzie traktowane jak przestępstwo ścigane z urzędu, nic nie uchroni rezerwatów przed postępującą dewastacją.

Iluzja granicy wiślanego rezerwatu

Dzisiejszy wpis w nastroju rozsierdzenia. Nie potrafię zdobyć się na optymizm…

Czatownia